Lipcowa Podróż Spełnionych Fantazji

W lipcu odbyła się sześćdziesiąta szósta Podróż Spełnionych Fantazji zorganizowana przez Fundację Dziecięca Fantazja, w której uczestniczyli wolontariuszki z Kanady. W trakcie jej trwania spełniliśmy marzenia 14 podopiecznych z województw: mazowieckiego, lubelskiego, świętokrzyskiego, małopolskiego, śląskiego i pomorskiego.

Podróż Spełnionych Fantazji nie odbyłaby się, gdyby nie pomoc i zaangażowanie ludzi dobrej woli. Dzięki ogromnemu wsparciu przyjaciół – firm i osób prywatnych - marzenia naszych podopiecznych stały się rzeczywistością. W podróż ruszyliśmy nowym Renault Grand Scenic  użyczonym nieodpłatnie przez wypożyczalnię samochodów Express Rent a Car z Krakowa i powiększonym za pomocą bagażnika dachowego, który wypożyczył nam bezpłatnie Inter Pack-System Sp. z o.o..

Wielkie serce okazały nam także goszczące nas hotele Ibis: Warszawa Stare Miasto, Budget Kraków Stare Miasto i Kielce Centrum oraz hotel Mercure Lublin Centrum i Sound Garden w Warszawie. Ugościło nas też szereg restauracji: Portretowa, Vege Miasto i N31 Restaurant&Bar w Warszawie, Giuseppe, Umea i Hades Szeroka w Lublinie oraz Miód Malina i Sławkowska 1 w Krakowie.

Nie sposób zapomnieć o naszych wspaniałych wolontariuszkach, Emmie i Carys. Obu Polska bardzo się spodobała. Momentem przełomowym w ich podróży były oczywiście odwiedziny w domach naszych podopiecznych. Mimo braku znajomości języka polskiego wolontariuszki szybko odkryły inny wymiar porozumiewania się z dziećmi i ich rodzicami - uśmiech, wypełnione ciepłem, współczuciem, ale także ogromnym szacunkiem gesty stanowiły swoisty uniwersalny język. Nasi podopieczni i ich bliscy pokochali Kanadyjki, które przyjechały wręcz „z innego świata”, żeby odwiedzić właśnie ich. Dla wszystkich były to niezapomniane spotkania.

DZIEŃ PIERWSZY I DRUGI – ZWIEDZANIE WARSZAWY I PAKOWANIE PREZENTÓW

Pierwsze dwa dni naszej niezwykłej podróży spędziłyśmy na oprowadzaniu kanadyjskich wolontariuszek po Warszawie i zapoznawaniu ich z najciekawszymi zakątkami. Bazą wypadową był hotel Ibis Warszawa Stare Miasto, który jak zwykle wspaniale nas ugościł, zaserwował przepyszne śniadania i udostępnił salę do pakowania prezentów.

Naszym pierwszym punktem na mapie stolicy były Wojskowe Powązki. Wolontariuszki były szczerze poruszone wizytą na cmentarzu i zszokowane liczbą poległych, walczących o naszą ojczyznę. W ciszy i zadumie oglądały nagrobki, spacerując pięknymi zielonymi alejkami. To był też dobry moment, aby zapoznać dziewczyny z tragiczną historią Polski, opowiedzieć im o zbrodni katyńskiej, a także katastrofie smoleńskiej. Długo chodziłyśmy między mogiłami oraz oglądałyśmy pomniki, aż w końcu wygoniła nas stamtąd nagła ulewa.

Przemoczone i nieco zziębnięte znalazłyśmy schronienie w Muzeum Powstania Warszawskiego, w którym czekał już na nas przewodnik. Kanadyjki były pod wrażeniem tego miejsca, które powstało jako hołd mieszkańców Warszawy dla tych, którzy walczyli i ginęli za wolną Polskę w 1944 roku. Ilość eksponatów, dokumentujących walkę i codzienność powstania na tle okupacji, nowoczesne techniki audiowizualne oraz inspirujące opowieści przewodnika o historii i patriotyzmie, bardzo nas poruszyły. Wolontariuszki przyznały, że najsilniejsze emocje przeżyły podczas oglądania króciutkiego filmu „Miasto ruin”. Czyli ponad pięć minut symulacji lotu „Liberatora” nad zniszczoną i wyludnioną Warszawą z 1945 roku. Obraz w sugestywny sposób oddaje grozę i skalę zniszczeń stolicy po II wojnie światowej.

Po wizycie w muzeum przyszedł czas na chwilę odpoczynku w galerii handlowej – Złote Tarasy. Dziewczyny wymieniły pieniądze, kupiły karty do telefonów, posiliły się i przespacerowały wśród zatrzęsienia sklepów. Teraz, pełne nowych sił, byłyśmy gotowe na kolejną atrakcję tego dnia – Niewidzialną Wystawę. Niewidzialna Wystawa to naprawdę wyjątkowe miejsce, gwarantujące niepowtarzalne emocje. Młode Kanadyjki pierwszy raz w życiu miały okazję przekonać się na własnej skórze, jak czują i postrzegają świat osoby niedowidzące i niewidome. Takie cenne doświadczenie uświadamia, jakie są ich potrzeby i skłania do głębszej refleksji na temat tego, jak można im pomóc. Dziewczyny były zachwycone wystawą i bardzo poruszone rzeczywistością, w jakiej codziennie muszą się odnajdywać osoby niewidzące. Szczególnie interesująca była dla nich rozmowa z naszą przewodniczką. Okazało się, że ta otwarta, pełna radości i energii dziewczyna zaczęła tracić wzrok zaledwie rok temu i obecnie jest już prawie niewidoma. Mimo to stara się żyć pełnią życia…

Oczywiście podczas naszego 2-dniowego zwiedzania Warszawy zajrzałyśmy też na urokliwe Stare Miasto, które jak zwykle nie zawiodło i zachwyciło nasze wolontariuszki. Miałyśmy też okazję odwiedzić dwie wspaniałe restauracje: Portretową i Vege Miasto, w których obsłużono nas po królewsku i zaserwowano przepyszne dania. Nastolatki mogły poznać kilka lokalnych smaków. Szczególnie przypadły im do gustu… kopytka!

Pod koniec drugiego dnia nadszedł czas na preludium do zbliżających się odwiedzin u dzieci. Zmęczone, ale podekscytowane zabrałyśmy się za pakowanie prezentów!

DZIEŃ TRZECI  –  MARZENIA KASI, MARCELINY I KACPRA

Kolejny, dzień był dniem, w którym rozpoczęliśmy wizyty u naszych Marzycieli. Pierwsza była 16-letnia Kasia z miejscowości Sokół, która kilka lat temu zachorowała na raka mózgu. Początkowo lekarze nie dawali jej prawie żadnych szans i obawiali się, że umrze na stole operacyjnym. Na szczęście Kasia przeżyła zarówno operację, jak i ciężką chemioterapię i naświetlania. Leczenie onkologiczne zakończono po kilku latach, ale pozostało mnóstwo powikłań. Nastolatka ma niedowład lewostronny, niedosłuch, porażenie nerwu twarzowego, wiotkość mięśni. Do tego dochodzą problemy z równowagą i pisaniem. Do szkoły uczęszcza zaledwie na parę godzin w tygodniu. Kasia marzyła o laptopie, który byłby dla niej urozmaiceniem monotonnej i przygnębiającej codzienności, narzędziem komunikacji oraz szansą na nadrobienie zaległości w edukacji i rozwijanie zainteresowań.

To była nasza pierwsza wizyta na trasie, tak więc emocje były ogromne! Kasię odwiedziliśmy w Mazowieckim Centrum Neuropsychiatrii w Zagórzu pod Warszawą, gdzie Kasia przebywała właśnie na turnusie rehabilitacyjnym. Sprawiłyśmy jej totalną niespodziankę, ponieważ mama zachowała nasze odwiedziny w kompletnej tajemnicy. Nastolatka była w niemałym szoku, kiedy nas zobaczyła i trudno było jej się otworzyć. Żeby rozładować emocje, szybko przeszłyśmy do wręczania prezentów, a dziewczyna z niedowierzaniem je otwierała. Paczek było sporo, a w nich: książki, przeróżne kosmetyki do ciała i makijażu, biżuteria, płyty… Jednak nie ma wątpliwości, że najważniejsza okazała się ta, która skrywała w sobie laptopa i torbę na niego. To był ten wyśniony, najbardziej upragniony prezent! Kasi trudno było okazać radość, ponieważ z powodu porażonego nerwu twarzowego nie może się nawet za bardzo uśmiechnąć, ale była bardzo wdzięczna. Nie tylko dlatego, że dostała tyle pięknych upominków, ale także dlatego, że ktoś o niej pamiętał i postanowił osobiście ją odwiedzić i poznać…

Po niedługiej rozmowie musiałyśmy ruszać dalej, a Kasia wracać do swoich zajęć w ośrodku. Mamy nadzieję, że przywiezione prezenty długo posłużą naszej marzycielce i że będzie miło nas wspominać!

Ruszyłyśmy w dalszą drogę do Glinnego nieopodal Łukowa. Tam odwiedziłyśmy kolejną marzycielkę 14-letnią Marcelinę, która przeszła walkę z  chłoniakiem Hodgkina. Guzy ulokowały się w śródpiersiu oraz na krtani i były nieoperacyjne. Marcelina zaczęła przyjmować chemię, ale musiała ją przerwać ze względu na poważne schorzenie nerek, tzw. „zespół nerczycowy”. Podawano jej także sterydy, które niestety spowodowały duży przyrost wagi. Nastolatka początkowo bardzo przytyła i wstydziła się swojego wyglądu, ale teraz wraca już do dawnej sylwetki. Ponieważ uwielbia spędzać czas na łonie natury, marzył jej się dziewczęcy rower z koszyczkiem, na którym mogłaby jeździć na wycieczki.

Mama Marceliny nie uprzedziła córki, że czeka ją taka niezwykła wizyta, także dziewczyna była mocno zaskoczona nietypowymi gośćmi. Ale zdecydowanie było to pozytywne zaskoczenie! Nastolatka jest bardzo otwarta i towarzyska, dlatego wesoło z nami konwersowała, z szerokim uśmiechem na ustach otwierała kolejne paczki i za każdy prezent wylewnie dziękowała. A było ich całkiem sporo – kosmetyki do ciała i makijażu, biżuteria, płyty CD, słodycze, maskotki i… tajemniczy koszyk. Kiedy raczyłyśmy się wspaniałymi krokietami, przygotowanymi przez mamę Marceliny, do drzwi zapukał kurier. Miał dla naszej marzycielki jeszcze jedną niespodziankę – tę najważniejszą! Kiedy nastolatka wyszła przed dom i ją zobaczyła, aż oniemiała z wrażenia. Z pomocą wolontariuszek i przedstawicielki fundacji błyskawicznie zdarła folię i wtedy jej oczom ukazał się piękny damski rower w kolorze miętowym. Dziewczyna była przeszczęśliwa i od razu zrobiła na nim rundkę koło domu. Potem zamontowaliśmy koszyczek, a Marcelina uświadomiła nas, że jest jej potrzebny do wożenia… kotów! Natychmiast udała się na kolejną przejażdżkę, tym razem z futrzastym pasażerem.

Kiedy nasza podopieczna cieszyła się prezentami, jej mama pokazała nam uprawę pomidorów, a także sad wiśniowy i jabłkowy. Wróciłyśmy na przepyszną zupę i ciasto, cały czas miło gawędząc. Na pożegnanie dostałyśmy borówki amerykańskie i pomidory! Ciężko nam było rozstać się z tą przesympatyczną rodziną, ale czekała nas dalsza droga do Lublina, gdzie czekał na nas 13-letni Kacper, który cierpi na bardzo poważną chorobę genetyczną  - dystrofię mięśniową Duchenne’a. Od kiedy chłopcu zaczęto podawać sterydy, przestał chodzić i od paru lat porusza się wyłącznie na wózku inwalidzkim. Schorzenie ma charakter postępujący, dlatego nastolatek wymaga stałej opieki i rehabilitacji. Jego mięśnie ciągle słabną… Kacper uwielbia słuchać muzyki. Pomaga mu to zwalczyć stres i wyciszyć się w tych ciężkich chwilach, kiedy choroba szczególnie daje mu się we znaki. Właśnie dlatego marzył mu się profesjonalny przenośny głośnik, który pozwoliłby mu czerpać z muzyki jeszcze większą przyjemność. Co więcej, chłopiec jest fanem klocków LEGO Technics, dlatego jego fantazją były też nowe zestawy z tej serii.

Kacper był nieco zawstydzony towarzystwem ślicznych nastolatek z odległej Kanady, ale okazał się bardzo sympatycznym i kulturalnym chłopcem. Ogromnie się ucieszył ze wszystkich prezentów, jakie mu przywiozłyśmy, a najbardziej z profesjonalnego przenośnego głośnika JBL. Od razu go podłączyliśmy i wypróbowaliśmy. Efekt był rewelacyjny – potężny, budzący podziw dźwięk, a do tego żadnych kabli! 13-latek dostał jeszcze dwa zestawy klocków LEGO ze swojej ulubionej serii Technic, puzzle z motywem Gwiezdnych Wojen, karciane quizy oraz słodycze. Z każdego upominku był bardzo zadowolony.

Wizyta upłynęła nam na przemiłej rozmowie z rodzicami i siostrą Kacpra Natalią, którzy są bardzo dumni z syna. Mama pokazała nam wielkanocne jajka i ozdobne bombki, jakie sam robi. Styropianowe jajka, udekorowane cekinami, wstążeczkami i różnymi innymi materiałami, zrobiły na nas ogromne wrażenie. Kacper ma prawdziwy talent i bardzo dużo cierpliwości. Takie zajęcie wymaga też precyzji. Sprawia Kacprowi przyjemność, ale jest też świetną formą rehabilitacji dla jego rąk. To był cudowny czas i cudowna wizyta, której na pewno nikt nie zapomni…

Od Kacpra pojechałyśmy do goszczącego Fantazję nie pierwszy raz hotelu Mercure Lublin Centrum. Po rozlokowaniu się w pokojach i chwili odpoczynku przespacerowałyśmy się do pobliskiej restauracji Giuseppe. Zostałyśmy tam ugoszczone w iście włoskim stylu, a dogadzała nam przemiła Pani Ewelina o wielkiej wrażliwości. Dziękujemy ☺ Po powrocie do hotelu zapakowałyśmy jeszcze prezenty na kolejne dwa dni, które dostarczyła współpracująca z fundacją od wielu lat firma kurierska CAT LC. Zmęczone szybko zasnęłyśmy.

DZIEŃ CZWARTY –  WIZYTA NA MAJDANKU I MARZENIA BARTKA

Sobotę rozpoczęłyśmy poważnie, bo od wizyty w Państwowym Muzeum na Majdanku. Przemiły przewodnik, Pan Łukasz oprowadził nas po Niemieckim Obozie Koncentracyjnym, w którym spośród ok 150 000 więźniów życie straciło ok 80 000. Pan Łukasz szczegółowo i bardzo obrazowo opowiadał nam o tym co działo się z osadzonymi, kim byli, jak spędzali czas, co robili żeby przetrwać, w jakich warunkach egzystowali i jak… umierali. Wszystkie byłyśmy wstrząśnięte. Wielkie wrażenie na młodych Kanadyjkach zrobiło też mauzoleum, w którym zebrane są prochy więźniów Majdanka. Na koniec dziewczyny dopytywały przewodnika o szczegóły, liczby i zapisywały, żeby zapamiętać. To było budujące, że historia nie jest im obojętna.

Zwiedzanie wyczerpało nas nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Pojechałyśmy do wegańskiej restauracji Umea, gdzie poczęstowano nas ogromnymi burgerami i przepyszną arbuziadą.

Posilone pojechałyśmy za Lublin do małej miejscowości Olszanka. Tam czekał na nas 14-letni Bartek. Zaraz po urodzeniu doznał niedotlenienia mózgu i lekarze zdiagnozowali jego przypadłość jako mózgowe porażenie dziecięce. Chłopiec nie mówi, chodzi z wielkim trudem tylko na krótkich odcinkach, jest wożony na wózku inwalidzkim. Mimo swoich ograniczeń ruchowych, jest bardzo żywiołowym dzieckiem, które uwielbia ruch. Najlepiej czuje się w wodzie, dlatego jego największym marzeniem był basen ogrodowy.

Wizyta u Bartka była fantastyczna, mimo że chłopczyk nie jest w stanie komunikować się werbalnie. Wydaje z siebie dźwięki, zrozumiałe jedynie dla najbliższych, ale przy tym wszystko rozumie. Jego zdrowy umysł jest uwięziony w chorym ciele. Nastolatek jest wielkim fanem piłki nożnej, dlatego ogromnie się ucieszył z całej góry prezentów o tematyce piłkarskiej, które mu przywieźliśmy. Były wśród nich: stroje reprezentacji, najróżniejsze quizy i gry, do tego mnóstwo gazetek sportowych, karty kolekcjonerskie, wuwuzela, breloczek, czapka, szalik i inne… Bartek ma bardzo silne przykurcze i składa się wpół jak scyzoryk, tak że nie widać twarzy, głowę trzyma niemalże na kolanach. Dużo wysiłku fizycznego i umysłowego, kosztuje go wyprostowanie się, jednak kiedy zobaczył strój z Lewandowskim, to momentalnie usiadł prosto i pięknie się uśmiechnął! Ale to nie był koniec niespodzianek, bo przyszedł czas na rozpakowanie największego pudła, które kryło w sobie basen. Chłopiec dosłownie zaczął piszczeć z radości! Nawet podbiegł te kilka kroków do kartonu z basenem. To było niesamowite! Zaczęliśmy rozkładać basen, nadmuchiwać kołnierz, a równocześnie nalewać wodę z dwóch węży. Bartek od razu chciał wejść do środka, mimo że wody było jeszcze bardzo mało. Mama przebrała go w kąpielówki i posadziła w basenie. Nasz marzyciel był wniebowzięty, roześmiany od ucha do ucha! Wolontariuszki szybko dołączyły do niego i zaczęło się chlapanie. Kiedy już chłopiec porządnie się zmęczył, usiedliśmy ponownie w ogrodzie, a on zaczął z tatą oglądać wszystkie otrzymane gadżety, karty i gazetki piłkarskie. Trąbił w wuwuzelę, bardzo się przy tym ciesząc. Tymczasem babcia opowiadała nam o jego ułomnościach i ograniczeniach, tak naprawdę wyłącznie ruchowych i związanych z mową. Bartek wszystko rozumie, tylko nie może się skomunikować ze światem. Pokazał swoje niezadowolenie, nie chciał, żeby roztrząsać jego niemoce. Natychmiast przestaliśmy i rozmawialiśmy wyłącznie o jego zainteresowaniach, mama chwaliła szkołę, do której uczęszcza, było bardzo miło. Okazało się też, że ostatnie badania wykluczyły MPD i chłopiec został zakwalifikowany do badań genetycznych, żeby stwierdzić z jaką chorobę tak naprawdę walczy. Bartek odpoczął, nabrał sił i nadszedł czas na… kolejną kąpiel.

Spędziliśmy z Bartkiem i jego rodziną niesamowity, wyjątkowy czas. Mimo, że nie mogliśmy porozumieć się naszym podopiecznym werbalnie, okazało się, że słowa wcale nie są potrzebne. Wszystkie emocje widać było jak na dłoni. To było dla nas bardzo wzruszające doświadczenie…

Wróciłyśmy do Lublina, zostawiłyśmy samochód pod hotelem i poszłyśmy spacerem na lubelską starówkę. Cieszyłyśmy oczy wspaniałymi widokami, pięknie odrestaurowanymi kamieniczkami na niewielkim Starym Mieście za Bramą Krakowską. I tak doszłyśmy do niesamowicie zatłoczonej restauracji Hades Szeroka. Czekał na nas stolik na tarasie, gdzie mogłyśmy na żywo słuchać piosenek Kayah, Kasi Nosowskiej, Brodki i Pauliny Przybysz, ponieważ właśnie trwał koncert Siła Kobiet. Zorganizowany w ramach obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości.   To właśnie w Lublinie 100 lat temu ogłoszono prawa kobiet, a Polki jako jedne z pierwszych w Europie uzyskały prawa wyborcze. Dobra muzyka, niezwykle klimatyczne miejsce, wakacyjna atmosfera i bardzo smaczne jedzenie. Czegóż chcieć więcej? Wspominałyśmy niewyobrażalny los więźniów na Majdanku i wielką radość Bartka na widok basenu. Po kolacji zobaczyłyśmy jeszcze zamek z zewnątrz i zmierzałyśmy w kierunku hotelu. Po drodze stanęłyśmy w kolejce po przepyszne, oryginalne, ręcznie robione lody, które zjadłyśmy obserwując pokaz kolorowych fontann. Zasnęłyśmy zmęczone, ale zadowolone z dnia pełnego emocji.

DZIEŃ PIĄTY –  MARZENIA GABRYSI I POCZĄTEK PROJEKTU HEART 2 HEART

Po pysznym śniadaniu pojechałyśmy na ładne lubelskie osiedle do 6-letniej Gabrysi, która dwa lata temu zachorowała na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Na dodatek znalazła się w grupie wysokiego ryzyka wznowy. Leczenie przebiegało z wieloma poważnymi powikłaniami, w tym z udarem. Dziewczynka przez jakiś czas nie chodziła, nie mówiła, nie jadła samodzielnie. To prawdziwy cud, że odzyskuje sprawność. Obecnie kończy chemię podtrzymującą i jest intensywnie rehabilitowana. Z powodu obniżonej odporności i dużej wrażliwości na słońce, kilkulatka większość dużo czasu spędza w domu. Marzyła jej się konsola Play Station 4 z dwoma padami oraz grami ruchowymi. Dzięki takiemu urządzeniu miałaby szansę na beztroską zabawę i odzyskanie uśmiechu.

Wizyta u Gabrysi przebiegła w cudownej atmosferze, ponieważ dziewczynka jest już na samej końcówce leczenia i wkrótce weźmie ostatnią tabletkę chemii podtrzymującej. Mieliśmy więc powód do świętowania! Nasza marzycielka okazała się uroczym i śmiałym dzieckiem. Ogromnie się ucieszyła ze wszystkich prezentów, jakie jej przywiozłyśmy. A przywiozłyśmy dużo… Kucyki Pony, zestawy ciastolin, zestawy do robienia biżuterii, pachnące figurki Num Noms, quizy, bransoletki, słodka torebka-piesek, wielki lizak z niespodzianką – małą pachnącą maskotka, z która Gabrysia się nie rozstawała, tornister z pełnym wyposażeniem… Gabrysia wszystko dokładnie oglądała, otwierała i bawiła się każdą zabawką z wolontariuszkami. Dawała wszystkim do powąchania każdą figurkę Num Noms, pobawiła się z wolontariuszkami ciastoliną, chwilkę pograłyśmy w zagadki o świecie. Oczywiście główną atrakcją okazała się największa paczka, a w niej konsola Play Station 4 z dwoma padami i zestawem gier muzyczno-sportowo-tanecznych. Nasza podopieczna była przeszczęśliwa, widok jej rozpromienionej buzi był bezcenny!

Ciężko nam było się rozstać z tą cudowną dziewczynką i jej bliskimi, ale na osłodę dostałyśmy na pożegnanie przepyszne jabłka z sadu pradziadków Gabrysi!

Ruszyłyśmy w dalszą drogę w piękne okolice Sandomierza do ośrodka agroturystycznego ORLIK, gdzie Fundacja Dziecięca Fantazja postanowiła zorganizować kilkudniowy pobyt dla naszych podopiecznych , w ten sposób rozpoczynając nowy program Heart 2 Heart. Chcieliśmy aby młodzież i ich rodzice oderwali się od codziennej rutyny, żeby zapomnieli choć na chwilę o swoich chorobach i ograniczeniach, o codziennych zabiegach. Do udziału w wyjeździe zaprosiliśmy trójkę nastolatków: 17-letnią Adę z Gdańska, która urodziła się jako wcześniak, w 26. tygodniu ciąży. Mając osiem miesięcy przeszła sepsę, co doprowadziło do niedotleniania mózgu.  Dziewczynka cierpi na mózgowe porażenie dziecięce, porusza się na wózku inwalidzkim. Jest stale rehabilitowana. Drugim uczestnikiem był 15-letni Maciek z Chorzowa, który cierpi na genetyczną chorobę, zanik mięśni Duchenne’a i od kilku lat porusza się na wózku inwalidzkim. Wśród zaproszonych osób był także 18-letni Piotr z Ostrołęki. Piotr urodził się jako teoretycznie zdrowe dziecko, ale kiedy miał 2,5 roku zdiagnozowano u niego rdzeniowy zanik mięśni Hoffmana – rzadkie schorzenie, skutkujące postępującym upośledzeniem mięśni. Chłopak, od kiedy pamięta, porusza się na wózku inwalidzkim. Jego ręce również nie są sprawne. Dodatkowo, podczas snu i coraz częściej w ciągu dnia, używa respiratora, gdyż cierpi na niewydolność oddechową.  Z powodu ciężkiej choroby nastolatek wymaga całodobowej opieki.

W ORLIKu spotkałyśmy się z Adą, Piotrkiem, Maćkiem i ich rodzinami. Wszystkie nastolatki mówią po angielsku i od razu cała piątka znalazła wspólne tematy do rozmów. Na pierwszy plan wysunął się Marvel i komiksy. Kiedy młodzież poznawała się i rozmawiała, rodzice rozlokowali się w pokojach i przespacerowali po pięknym, rozległym terenie, wokół stawów.

Po obfitej, smacznej kolacji Emma i Carys przedstawiły prezentację o Kanadzie. Chłopcy dowiedzieli się wielu nowych rzeczy, a Ada, która jest zagorzałą fanką Kanady, utrwaliła swoją wiedzę o tym ogromnym kraju. Po prezentacji, Maciek i Ada dostali upominki, ubrania, komiksy i plakat. Maciek jest powściągliwy w wyrażaniu emocji, więc zajrzał do torebki i uprzejmie skinął głową, natomiast Ada piszczała z radości zobaczywszy komiksy i plakat Spider Man’a. Piotrek był zachwycony, ponieważ spełniliśmy jedno z jego marzeń o anglojęzycznych komiksach wydanych przez Marvel. Piotr jest wielkim fanem Daredevil’a, Deadpool’a, Punisher’a i Spider-Man’a. Kiedy zobaczył plakat z Capitan’em America powiedział, że jak wróci do domu, to od razu powiesi go w swoim pokoju. Zawołał mamę, żeby szybko do niego przyszła i pokazała mu wszystkie otrzymane komiksy. Piotrek nie porusza rękoma, nie da rady obracać stron, więc mama cierpliwie kartkowała każdy komiks. Następnie potoczyła się rozmowa o komiksach, o pierwszych wydaniach, zbiorach, edycjach. Po prostu było to spotkanie wielkich fanów, znawców, profesjonalistów ☺

Po wymianie doświadczeń Piotr wrócił do swojego pokoju, żeby nacieszyć się komiksami i pokazać je swojej starszej siostrze Marcie. Bardzo chciał się pochwalić! Ada z Maćkiem przenieśli się z altanki do jadalni i zaczęli grać w boccia. Ada była kiedyś zawodniczką w tę grę, a jej tata jest trenerem i sędzią. Maciek i wolontariuszki zostali sprawnie przeszkoleni i rozpoczęła się zabawa. Zabawa, która jednocześnie jest świetną formą rehabilitacji. Wszystkim bardzo się podobało. Nawet Maćkowi, który grał pierwszy raz i miał najmniej sprawne ręce. Ale dawał radę. Rozeszliśmy się do pokoi dopiero około 22-ej. Wszyscy zadowoleni i zmęczeni smacznie spali.

DZIEŃ SZÓSTY – HEART 2 HEART

Po dobrym i różnorodnym śniadaniu, pojechaliśmy do Ujazdu na zamek Krzyżtopór. Jest to pełna magii i tajemniczości ruina zagubiona wśród pól i wzgórz ziemi opatowskiej, z dala od głównych dróg i szlaków. Jest zabytkiem klasy międzynarodowej, wyjątkowym, chociaż mocno zniszczonym. Pani przewodnik opowiedziała nam historię tego pięknego XVII-wiecznego zamku, który był siedzibą magnackiego rodu Ossolińskich. Zaprowadziła nas we wszystkie możliwe (i niemożliwe) do zdobycia na wózkach inwalidzkich miejsca. Ci, co mogli dostać się w nieosiągalne miejsca zrobili mnóstwo zdjęć, żeby pokazać je naszym marzycielom. Byliśmy tam półtorej godziny i nikt się nie nudził i wszystkim się podobało.

Po wizycie na zamku pojechaliśmy do Sandomierza, gdzie spotkaliśmy się z dziennikarzem lokalnego radia Leliwa, Panem Dominikiem Siatrakiem. Opowiedzieliśmy o tym, co tu robimy, dlaczego przyjechaliśmy do Sandomierza. Ada, Maciek i Piotr udzielili kilku odpowiedzi. Wszyscy byliśmy stremowani, ale stanęliśmy na wysokości zadania.

Obiad zjedliśmy w ekskluzywnej restauracji Basztowa. Były tam wystawione pejzaże Małgorzaty Kruk, które z zainteresowaniem obejrzeliśmy, zwłaszcza Ada, która również maluje. Posileni poszliśmy na rynek pięknego, starego, królewskiego Sandomierza. Niestety, miasto nie jest przystosowane dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. Wszystko jest wybrukowane i wszędzie krawężniki, schodki, pod górę, w dół. Poza tym doskwierał nam wszystkim ponad 30° upał. Ada, która była w najlepszej formie, poszła z rodzicami i wolontariuszkami oglądać Sandomierz. Z chłopcami obeszliśmy rynek i pobliską uliczkę. Pojechaliśmy do ORLIKA, zatrzymując się po drodze na zakupy na wieczornego grilla. W ośrodku chwilę odpoczęliśmy, Piotr wspomagał się respiratorem. Z mamami przygotowałyśmy potrawy na grilla. Panowie zajęli się techniczną stroną grillowania oraz podtrzymaniem żaru ;) Na kolację były kiełbaski, cukinia, bataty, pomidory i papryka faszerowane mozarellą i świeże pomidory z uprawy rodziny Marceliny.

Zostawiliśmy młodzież w altance, żeby mogli swobodnie porozmawiać, tylko jedzenie donosiliśmy. Sami zjedliśmy w jadalni. Po kolacji Emma i Carys przywiozły naszych podopiecznych do jadalni i rozegrali kolejny mecz w boccia. Bardzo im się spodobała ta gra. Piotrek przyjechał, żeby popatrzeć, był ciekaw, jak wygląda ta konkurencja. Niestety, on ma już na tyle niewładne ręce, że nie był w stanie rzucać kulami. Przed snem, siostra zabrała Piotra na spacer.

DZIEŃ SIÓDMY –  HEART 2 HEART ORAZ MARZENIA NIKODEMA I MILENKI

Jak zwykle po pysznym i dużym śniadaniu, zamiast rozjechać się do domów, nastolatki rozegrały kilka rund w boccia na trawie. W trakcie zabawy odwiedziła nas jeszcze dziennikarka z lokalnego wydania Echa Dnia, Pani Klaudia Tajs. Porozmawiała z nami o wyjeździe, o tym co zobaczyli, jak było. Nasi marzyciele czuli się jak celebryci. Wywiady, zdjęcia… Na koniec wolontariuszki obdarowały marzycieli kanadyjskimi koszulkami, wszyscy wymienili się kontaktami, zrobiliśmy ostatnie zdjęcia i nadszedł czas pożegnania. Uściskom i przytulaniu nie było końca, jednak musieliśmy się rozstać.

Wiemy, że młodzież jest ze sobą w kontakcie i bardzo nas to cieszy. Rodzice zdradzają, że nasi podopieczni są bardzo zadowoleni z wyjazdu. Mogli spędzić ten czas z rówieśnikami, podobnie jak oni, ograniczonymi ruchowo oraz poznać nowe osoby. Nie czuli się gorsi, słabsi, na drugim miejscu. Byli równi, dzielili podobne zainteresowania, zapomnieli o często trudnej codzienności. Kontakt z rówieśniczkami zza oceanu, łatwość konwersacji, dodała im pewności i wartości siebie. Wszystko było możliwe, a to dodaje sił i wiary, nadziei na lepsze jutro. Rodzice byli i są szczęśliwi, widząc swoje, dotknięte przez los, dzieci uśmiechnięte, radosne, samodzielne. Choć niezbyt długi, wyjazd ten wzmocnił Adę, Maćka, Piotra i ich najbliższych. Te chwile i doświadczenie zostaną z nimi na długo. A kiedy nadejdą momenty zwątpienia, wystarczy, że przypomną sobie, jak świetnie radzili sobie na wyjeździe z Fantazją, jak bezproblemowo dogadywali się z dziewczynami z Kanady, jak wspaniale się bawili i nie byli im potrzebni do tego rodzice, no może w niewielkim stopniu. Jesteśmy przekonani, że wyjazd do ORLIKA, dodał naszym młodym bohaterom wiary w siebie, w swoje możliwości.

Podopieczni Fantazji rozjechali się do swoich domów, a my zmierzałyśmy do Łatanic, gdzie czekał na nas 13-letni Nikodem, który pojawił się na świecie w całkowitej zamartwicy, bez funkcji życiowych… Otrzymał 1 punkt w skali Apgar, był reanimowany przez 15 minut. Pierwsze tygodnie spędził w szpitalu, gdzie praktycznie nie dawano mu szans na przeżycie. Jednak Nikodem wykazał wielką determinację i postanowił walczyć. W wyniku okołoporodowego niedotlenienia cierpi na czterokończynową postać mózgowego porażenia dziecięcego, a także epilepsję. Jego rozwój ruchowy znacznie odbiega od rozwoju zdrowych dzieci. Nastolatek nie chodzi, porusza się na wózku inwalidzkim. Ma ogromne problemy z porozumieniem się z otoczeniem. Najbliżsi rozumieją go, ale Nikodem praktycznie nie mówi. Największą fantazją Nikodema był ogrodowy kosz wiszący oraz tablet.

Nikodem z niecierpliwością i ekscytacją czekał na naszą wizytę. Wcześniej przygotował sobie specjalnie ubranie na ten dzień oraz poprosił mamę o ułożenie włosów. Chłopiec przywitał nas bardzo radośnie, a jego szczęście sięgnęło zenitu, kiedy otworzył przygotowane dla niego niespodzianki. W paczkach były m.in.: książki o tematyce motoryzacyjnej, modele samochodów, sportowe gry karciane oraz książki przygodowe. Nasz podopieczny jest wielkim fanem starych aut i razem z rodzicami jeździ na zloty. Ma kilka pucharów dla najlepszego fana. To on zaraził swoją pasją rodziców, nie na odwrót. Kiedy zobaczył modele starych samochodów, bardzo się ożywił i pokazał nam, że mają podobnego poloneza ☺ Oczywiście wśród prezentów był także wymarzony tablet oraz podwieszany kosz. Nikodem przecierał oczy ze zdumienia i zachwytu! Szybko rozpakowaliśmy kosz i zmontowaliśmy go w salonie. Mama od razu posadziła na nim synka. Był taki szczęśliwy... Kiedy dołączyła do niego siostrzyczka, starał się ją pocałować. Odpychał się nogą i kręcił, a wolontariuszki usiadły obok na krzesłach i pokazywały mu książki motoryzacyjne. Nie mogły pominąć żadnej strony. Co chwila Nikodem pokazywał, że ktoś ze znajomych ma samochód danej marki. Nastolatek był w swoim żywiole!

Czas upłynął nam bardzo szybko, zdecydowanie za szybko… Nikodem skradł nasze serca i na pewno jeszcze długo będziemy wspominać tę wizytę. Cieszymy się, że mogłyśmy wnieść choć odrobinę radości w jego niełatwe życie.

Musiałyśmy jechać do Krakowa, do 7-letniej Milenki, która cierpi na genetyczną chorobę, zespół Wolfa Hirschhorna. Mama Milenki bardzo ciężko zachorowała w trakcie ciąży. Doszło nawet do tego, że trafiła na OIOM, dlatego kiedy dziewczynka przyszła na świat przed czasem z niską wagą urodzeniową, lekarze podejrzewali, że przyczyną są przebyte powikłania. Okazało się jednak, że maleństwo ma zespół wad wrodzonych. Milena jest opóźniona psychoruchowo, ma anomalie w budowie twarzy, z trudnością się porusza, nie mówi. Cierpi na padaczkę lekooporną, która jeszcze niedawno powodowała napady z bezdechami. Kilkulatka bardzo chciała dostać duży telewizor, na którym mogłaby oglądać swoje ulubione bajki. Milenka sporo rozumie i uwielbia, gdy na ekranie jest dużo ruchu, kolorów i dźwięków. Bajki pomagają jej się rozwijać i wprawiają w cudowny nastrój.

Wizyta u Milenki była wprost przecudna. Dziewczynka ogromnie się ucieszyła, że ktoś do niej przyjechał i że są to aż trzy osoby (zazwyczaj przychodzi do niej tylko nauczycielka lub rehabilitantka). Cały czas się do nas uśmiechała, trzymała za ręce, bardzo się nam przyglądała z wyrazem zaciekawienia i zadowolenia na buzi. Wolontariuszki bawiły się z nią w kręcenie filmików i robienie zdjęć. Miałyśmy wrażenie, że nasze towarzystwo jest o wiele istotniejsze niż przywiezione prezenty, ale oczywiście i te bardzo ucieszyły naszą podopieczną. Były wśród nich najróżniejsze zabawki interaktywne i edukacyjne, grająco-świecące, a także miś i płyty z piosenkami. Mama Milenki była szczególnie zadowolona z wałków rehabilitacyjnych, które będą nieocenioną pomocą przy codziennych zajęciach z terapeutką. Patrzyła także ze wzruszeniem na szczęście swojej córki, na to jak cieszy się z wizyty i niespodzianek. Największa z nich – telewizor – zawiśnie w pokoju 7-latki. Teraz będzie mogła śledzić losy swoich ukochanych bajkowych bohaterów i oglądać programy edukacyjne dla dzieci. To dla niej ogromna frajda, a jednocześnie sposób na poznawanie świata.

Ta niezwykła rodzina zrobiła na nas ogromne wrażenie. Z rozmowy z mamą dowiedziałyśmy się, jak wiele przeszli i jak trudna jest ich codzienność. Jednocześnie robią wszystko, aby zapewnić swojej chorej córeczce jak najlepsze życie. Liczy się dla nich tylko jej zdrowie i szczęście… Mamy nadzieję, że nasza marzycielka i jej bliscy będą, tak jak my, bardzo ciepło wspominać tę wizytę!

Zasiedziałyśmy się u Milenki i na kolację przyjechałyśmy nieco spóźnione. Czekał już na nas stolik w pięknej restauracji Miód Malina, gdzie zjadłyśmy typowo polskie dania. Kiedy dojechałyśmy do hotelu Ibis Budget Kraków Stare Miasto szybko zasnęłyśmy zmęczone.

DZIEŃ ÓSMY – WIELICZKA I KRAKÓW

Ten dzień przeznaczyłyśmy na pokazanie młodym Kanadyjkom dwóch zabytków UNESCO - Kopalni Soli Kamiennej w Wieliczce i Starego Miasta Krakowa z Wawelem.

Przed kopalnią przywitał nas niewyobrażalny tłum zwiedzających. Dzięki dyrekcji Kopalni Soli „Wieliczka” rozpoczęłyśmy zwiedzanie bez konieczności stania w kolejce ☺ Emma i Carys były pod ogromnym wrażeniem tego wyjątkowego miejsca. Nie dość, że chodziłyśmy po kopalni, to w dodatku tak bardzo starej. Bardzo miły przewodnik uświadomił nam, że pierwsze szyby wykopano tu prawie tysiąc lat temu! Najpierw długie zejście szybem, potem setki metrów chodników, komory, jedna ciekawsza od drugiej. Piękne podziemne jezioro, kryształki soli, niewiarygodna kaplica św. Kingi, solne żyrandole. To wszystko było niesamowite! A czy wiele osób może pochwalić się lunchem zjedzonym 130 m pod ziemią? My, tak ☺ Na koniec był wyjazd na powierzchnię górniczą windą. Było to równie, jeśli nie najbardziej ekscytujące podziemne przeżycie.

Wróciłyśmy do hotelu zadowolone i zmęczone tym „spacerem”. Odpoczęłyśmy i wyruszyłyśmy na zwiedzanie Starego Miasta. Planty, Brama Floriańska, Rynek, Sukiennice, Kościół Mariacki, uliczki z pięknymi kamienicami. Krakowa nie trzeba zachwalać. Każdy kto był tu raz chce wracać. Do historii, architektury, do tej niesamowitej atmosfery. Poszłyśmy na obiad do restauracji Sławkowska 1, która słynie z mięsnych dań, ale Carys znalazła też wegetariańskie pyszności dla siebie. Posilone przespacerowałyśmy się na Wawel. Zamek, dziedzińce zrobiły jak zawsze odpowiednie wrażenie. Niestety, krużganki na dziedzińcu arkadowym były w trakcie renowacji i dziewczyny nie mogły zobaczyć tego wspaniałego widoku. Pocieszyły się panoramą miasta i Wisły oraz ziejącym ogniem Smokiem Wawelskim. Spacerowałyśmy jeszcze po Starym Mieście i po szybkich zakupach w Galerii Krakowskiej, zmęczone zasnęłyśmy.

DZIEŃ DZIEWIĄTY – MARZENIA WERONIKI, MAKSA I KACPRA

Zaraz po śniadaniu i zapakowaniu prezentów wyruszyłyśmy w drogę do 13-letniej Weroniki do Polekarcic. Dziewczynka cierpi na przepuklinę oponowo-rdzeniową, którą stwierdzono u niej jeszcze w brzuchu mamy. Dwie pierwsze operacje neurochirurgiczne przeszła w pierwszej i jedenastej dobie życia. Dziewczynka ma dysplazję stawów biodrowych, wodogłowie oraz niedowład kończyn dolnych, dlatego porusza się głównie na wózku inwalidzkim. W swoim życiu przeszła wiele zabiegów operacyjnych – głównie neurochirurgicznych i ortopedycznych. Weronika marzyła o laptopie, który byłby jej oknem na świat.

Weronika nic nie wiedziała o naszej wizycie, ponieważ jej bliscy postanowili zachować to w tajemnicy i zrobić jej niespodziankę. Kiedy nastolatka zobaczyła w drzwiach swojego domu przedstawicielkę fundacji wraz z wolontariuszkami, zupełnie nie wiedziała, co się dzieje i co to za okazja. Pierwszy szok na szczęście szybko minął i zastąpiła go szczera radość! Nietypowi goście i góra prezentów wydawały się Weronice jakąś zaczarowaną bajką. Z wypiekami na twarzy otwierała kolejne paczki, wyciągając z nich: kosmetyki, biżuterię, gry planszowe, puzzle oraz różne smakołyki. A potem nadszedł czas na rozpakowanie największego pudełka. Kiedy nasza marzycielka zobaczyła, że w środku jest upragniony laptop, emocje sięgnęły zenitu! Od razu musiałyśmy włączyć sprzęt, wszystko ustawić i przetestować. Weronika była taka wdzięczna i radosna… Cieszyły ją nie tylko prezenty, ale i nasza obecność. Od razu zaczęłyśmy wyszukiwać w Internecie swoje ulubione piosenki, okazało się, że i Weronika i wolontariuszki lubią Shawn’a Mendes’a. Kiedy w tle płynęła muzyka, my grałyśmy w Rummikub i wesoło gawędziłyśmy. W rozmowie okazało się, że Weronika z rodziną jedzie następnego dnia na wakacje. Pierwszy raz za granicę! Jest bardzo podekscytowana, cała rodzina jest! Nastolatka bardzo ucieszyła się, że będzie mogła zabrać ze sobą laptopa i że ma dla niego nową torbę. Powiedziała, że na pewno zabierze właśnie otrzymane gry planszowe, ponieważ lubi grać z rodzicami.

Mamy pewność, że przyniesione upominki trafiły we właściwe ręce, w idealnym wręcz momencie i że długo posłużą naszej podopiecznej. Opuściłyśmy ten radosny dom i pojechałyśmy do dwóch braci.

Niespełna 7-letni Kacper oraz 3-letni Maks pochodzą z Solca w woj. świętokrzyskim. Chłopców łączy nie tylko braterska więź, ale i klątwa straszliwej choroby. Kiedy mama rodziła Maksa, u Kacpra zdiagnozowano nowotwór układu chłonnego. Po dwóch latach sytuacja się odwróciła. Kacper wyzdrowiał, za to w jego urodziny lekarze odkryli tę samą chorobę u dwuletniego wówczas Maksia. I znowu bracia przeżyli rozłąkę, bo jeden z nich przebywał w szpitalu. Mama chłopców, jak tylko zobaczyła pierwsze objawy u swojego młodszego dziecka, była pewna, że właśnie jest świadkiem powtórki dramatu. Maks jest leczony w dokładnie tym samym szpitalu, co jego starszy brat, ma tych samych lekarzy, idzie tym samym protokołem… Takie historie wydają się niemożliwe, a jednak pisze je samo życie. Ogromnym marzeniem chłopców był przydomowy plac zabaw – z drewnianym domkiem, huśtawką – gniazdem oraz zjeżdżalnią. Chcieliby w końcu nacieszyć się sobą i zapomnieć o ciężkich chwilach.

Kacper i Maks, mimo choroby, są radosnymi, pełnymi energii dziećmi, które uwielbiają rozrabiać i beztrosko dokazywać. Kiedy przyjechałyśmy na miejsce, po krótkim przywitaniu i zapoznaniu się, podzieliłyśmy się na dwie grupy. Jedna wręczała chłopcom prezenty, a druga przygotowywała, kupione po drodze, smakołyki na grilla. Jedzenia było mnóstwo, a prezentów jeszcze więcej! Bracia nie nadążali z rozpakowywaniem kolorowych pudełek, a każda kolejna niespodzianka wywoływała coraz bardziej entuzjastyczne okrzyki radości. Wśród upominków znalazły się upragnione Nerfy, różne zestawy klocków Lego, mnóstwo autek, artykuły plastyczne, tablica magnetyczna, pluszaki, słodycze oraz szkolny tornister z wyposażeniem dla Kacpra. Główny prezent został już wcześniej rozstawiony na podwórku, a był to plac zabaw ze zjeżdżalnią, domkiem i huśtawkami. Dodatkowo bracia dostali dużą huśtawkę typu „bocianie gniazdo”, na której zmieścili się obydwaj, a nawet znalazło się też miejsce dla psa! Chłopcy dokazywali tak radośnie, że nikt nie domyśliłby się, jaki koszmar przeszli. W ruch poszły klocki Lego i Nerfy, a Maks nie mógł się oderwać od bocianiego gniazda. Bardzo mu się spodobało! Kiedy bracia odrobinę się zmęczyli, przyszedł czas na prawdziwą ucztę. Wszyscy pałaszowaliśmy kiełbaski oraz inne pyszności, aż nam się uszy trzęsły.

Wizyta upłynęła nam na grillowaniu, przemiłej rozmowie i beztroskich zabawach. To był cudowny czas i cudowna wizyta, której na pewno nie zapomnimy…

Od przesympatycznej rodziny pojechałyśmy do hotelu IBIS Kielce Centrum, gdzie po krótkim odpoczynku zapakowałyśmy prezenty na jutro i poszłyśmy spać.

DZIEŃ DZIESIĄTY –  MARZENIA WIKTORII

Ostatni dzień Podróży Spełnionych Fantazji rozpoczęłyśmy pysznym śniadaniem, po którym wyruszyłyśmy w drogę do Warszawy. Tam czekała na nas ostatnia podczas tej podróży marzycielka, niespełna 3-letnia Wiktoria, która zachorowała niecały rok temu. Rodzice zauważyli, że córeczka zaczyna tracić równowagę, a do tego skarżyła się na ból głowy. Kiedy objawy się nasiliły, dziewczynka trafiła do szpitala, a tam wykonano rezonans i wykryto 4-centymetrowego guza. Świat się zawalił… Rozpacz była jeszcze większa, kiedy po wynikach biopsji okazało się, że jest to bardzo rzadki, szybko rosnący nowotwór mózgu o IV stopniu złośliwości. Kolejne badania wykazywały przerzuty. Chemioterapia nie działała tak, jak trzeba. Jedynym wyjściem była radioterapia, która w najlepszym przypadku mogła zatrzymać guz na jakiś czas. Zrozpaczeni rodzice szukają dalej innych możliwości leczenia. Wiki, mimo straszliwej choroby, jest ciągle wesołą i energiczną dziewczynką. Jej marzeniem była trampolina, która pozwoliłaby się jej wyszaleć oraz spędzić wspólne radosne chwile z rodzicami i siostrzyczką. Kilkulatka kocha także zwierzęta, a zwłaszcza rybki. Potrafi na nie patrzeć godzinami. Bardzo chciała dostać nieduże akwarium z wyposażeniem i bajecznie kolorowymi rybkami, które mogłaby codziennie podziwiać, karmić, opiekować się nimi i prosić o spełnienie trzech życzeń. A właściwie tylko tego jednego: żeby być zdrową…

Przed domem Wiktorii spotkaliśmy się z Panami Maćkiem i Mateuszem z firmy GOFIT, którzy przywieźli ze sobą upragniona trampolinę. Po serdecznym przywitaniu i zapoznaniu się, podzieliliśmy się na dwie grupy. W ogródku, w ogromnym skwarze ekipa GOFIT rozstawiała trampolinę, natomiast w domu, w miłym chłodzie Wikusia otwierała przywiezione dla niej, prezenty. Powolutku i bardzo dokładnie oglądała każdy z nich, od razu sprzątała po sobie papiery, wyjmowała wszystko z pudełek i każdą zabawkę chciała bez zwłoki wypróbować. Wśród niespodzianek znalazły się: instrumenty muzyczne, artykuły plastyczne, zestawy ciastolin, pluszaki, łamigłówki, Barbie i lalka-bobas, puzzle, gry oraz słodkości. W międzyczasie obudziła się siostra Wiktorii, 11-miesięczna Julia, równie słodka i urocza dziewczynka. Także dostała upominki od nas i bardzo spodobały jej się miękkie klocki, z których buduje się samochodzik. Po rozpakowaniu wszystkich prezentów nadszedł czas na najważniejsze – wpuszczenie przywiezionych przez nas rybek do nowego akwarium, które wcześniej dostarczył kurier. Bajecznie kolorowe neonki wyglądały ślicznie w pięknie przystrojonym i oświetlonym akwarium. Nasza marzycielka wpatrywała się w nie jak zaczarowana! Potem postanowiła razem z siostrzyczką wypróbować trampolinę. Skakała na niej beztrosko i radośnie, ale z powodu upału i choroby dość szybko się zmęczyła i poszła odpocząć w zaciszu swojego pokoiku. Lepiła tam sobie z ciastoliny do czasu, aż zawołaliśmy ją na jeszcze jedną niespodziankę – tym razem przygotowaną przez tatę dla mamy, która miała tego dnia urodziny. Były kwiaty, był tort, było odśpiewane „100 lat”.

Ciężko nam było się rozstać z cudowną Wiktorią i jej bliskimi. Ciężko też było patrzeć, jak choroba wyniszcza tę maleńką istotę… Wierzymy jednak, że ostatecznie ten niewyobrażalny koszmar będzie miał szczęśliwe zakończenie.

Odpoczęłyśmy nieco w goszczącym nas hotelu Sound Garden i pojechałyśmy na pożegnalną kolację do autorskiej restauracji jednego z najlepszych szefów kuchni w Polsce, Pana Roberta Sowy N31 Restaurant&Bar. W ekskluzywnych wnętrzach, przy niebanalnych potrawach, długo rozmawiałyśmy o całej podróży, o wszystkich odwiedzonych marzycielach, ich rodzinach, reakcjach. Pojawiła się refleksja, zaduma, ale też radość. Radość z powodu uszczęśliwienia podopiecznych Fantazji i ich rodzin.

Podróż Spełnionych Fantazji minęła nam w mgnieniu oka. Po tygodniach emocjonujących przygotowań, aż trudno było uwierzyć, że nasza wyprawa to już historia. Każdy dzień wypełniony był zajęciami do późnego wieczora, każde marzenie wyjątkowe, a każdy marzyciel dźwigał inną historię. Wspólnie z rodzinami dzieliliśmy szczęśliwe momenty, pełne uśmiechów i wiary, a także te smutne, wypełnione bólem i obawą o następny dzień. Zdarzały się chwile przygnębienia, zwątpienia i buntu przeciwko okrutnemu losowi naszych podopiecznych. Najważniejsze jest jednak to, że udało nam się zaszczepić w nich odrobinę radości oraz podarować kilka godzin oderwania się od okrutnej rzeczywistości. Spełniliśmy największe marzenia dzieci – to wspaniałe uczucie i to liczyło się dla nas najbardziej. Jednocześnie ważne były nie tylko prezenty, ale także same wizyty młodych ludzi u chorych i ich rodzin. Wolontariusze w podopiecznych Fundacji zobaczyli nie tylko cierpiące dzieci, lecz także dzieci, które chcą i lubią się bawić, które chcą być po prostu dziećmi i śmiać się w głos, na przekór wszystkiemu. Dorosłym często trudno jest o tym pamiętać, gdyż widzą zrozpaczonych i cierpiących rodziców, którzy robią wszystko, aby pomóc swoim pociechom, a w żaden sposób już nie mogą. Nasza Podróż wypełniona była mieszanymi emocjami; od rozpaczy i bezradności, przez nadzieję i wiarę, aż do radości i zachwytu.

Dziękujemy naszym wolontariuszom, wszystkim fantastycznym sponsorom oraz ludziom dobrej woli, których tak wielu spotkaliśmy podczas Podróży Spełnionych Fantazji. Dzięki każdemu z Was wnieśliśmy radość w życie dzieci i ich rodzin – DZIĘKUJEMY!

PODZIĘKOWANIA

Bez pomocy firm i osób, które ufundowały marzenia i wsparły nas w organizacji, spełnienie tych pięknych dziecięcych fantazji nie byłoby możliwe. Z całego serca dziękujemy Państwu za wniesienie tak wielkiej radości w życie chorych dzieci i ich rodziców, którzy często ze łzami w oczach patrzyli na szczęście swoich pociech. To także dzięki Wam uśmiech zagościł na dziecięcych buziach i mogły one, choć na chwilę, zapomnieć o trudach dnia codziennego, bólu i leczeniu szpitalnym, a rodzice o rozpaczy i lęku. Spełnienie marzeń i nasza wizyta rozbudziły w nich nadzieje i zagrzały do walki z chorobą o kolejny dzień życia....

Z całego serca dziękujemy następującym firmom i osobom prywatnym, które wsparły nas w organizacji Podróży Spełnionych Fantazji:

  • Hotelom Ibis: Warszawa Stare Miasto, Budget Kraków Stare Miasto i Kielce Centrum oraz hotelom: Mercure Lublin Centrum i Sound Garden w Warszawie za nieodpłatne ugoszczenie wolontariuszek i koordynatorów podczas spełniania marzeń oraz za przechowanie prezentów dla naszych podopiecznych i udostępnienie miejsca do pakowania;
  • Restauracjom: Portretowa, Vege Miasto i N31 Restaurant&Bar w Warszawie, Giuseppe, Umea i Hades Szeroka w Lublinie oraz Miód Malina i Sławkowska w Krakowie za ugoszczenie wolontariuszy i pracowników fundacji;
  • Muzeum Powstania Warszawskiego i Niewidzialnej Wystawie w Warszawie, Państwowemu Muzeum na Majdanku oraz Kopalni Soli „Wieliczka”, które zaoferowały koordynatorce fundacji oraz wolontariuszkom bezpłatne zwiedzanie;
  • Wypożyczalni samochodów Express Rent a Car za nieodpłatne wynajęcie komfortowego 7-osobowego samochodu, dzięki któremu byliśmy w stanie dotrzeć do naszych podopiecznych;
  • CAT LC Polska Sp. z o.o. za nieodpłatne dostarczenie prezentów do hoteli oraz dużych prezentów bezpośrednio do Marceliny, Nikodema i Mileny;
  • Inter Pack-System Sp. z o.o. za nieodpłatne wypożyczenie bagażnika dachowego, dzięki któremu znacznie powiększyliśmy przestrzeń samochodu;
  • Zamkowi Krzyżtopór za możliwość bezpłatnego zwiedzania zamku wraz z przewodnikiem dla Ady, Maćka i Piotra z rodzinami, wolontariuszek i koordynatorki z fundacji;
  • Grupie SET sp. z o.o., wieloletniemu członkowi Star Club, za ufundowanie roweru z koszykiem, pluszaków i płyt CD dla Marceliny oraz konsoli Play Station 4 z sensorem ruchu i dodatkowym padem, kucyka Pony i płyt CD dla Gabrysi;
  • Kontekst HR POLSKA Sp. z o.o., wieloletniemu członkowi Star Club,  za ufundowanie laptopa z torbą, płyty CD i maskotki dla Weroniki, placu zabaw, Nerfów, maskotek i produktów na grill’a dla Maksa i Kacpra;
  • GOFIT Sp. z o.o. , wieloletniemu członkowi Star Club, za podarowanie trampoliny Wiktorii oraz Panu Maciejowi Magottowi i Mateuszowi Turczykowi za jej rozstawienie w żarze lejącym się z nieba;
  • OVH Sp. z o.o. za ufundowanie laptopa z torbą dla Kasi, przenośnego głośnika i artykułów szkolnych dla Kacpra z Lublina i pluszaka dla brata Kasi;
  • Raiffeisen Polbank za przekazanie kosmetyków Kasi, Marcelinie i Weronice, zestawów ciastolin, gumek-bransoletek, pluszowej torebki oraz zestawów kucyków Pony Gabrysi, puzzli i kosmetyków Milenie, zestawów Lego i Lego Duplo, tablicy magnetycznej, artykułów plastycznych oraz zestawów samochodzików Maksowi i Kacprowi, zestawów ciastolin, artykułów plastycznych, puzzli, gry planszowej, maskotki, torebki oraz korony dla Wiktorii, a także pluszaka, mokrych chusteczek i gąbki dla jej siostry;
  • Sklepowi AleFrajda24 za przekazanie zestawu klocków Lego Technic i puzzli dla Kacpra z Lublina, zestawu do tworzenia biżuterii, pachnącej maskotki Pikmi Pops oraz Shopkinsa dla Gabrysi, gry planszowej dla Weroniki, autek oraz artykułów plastycznych dla Maksa i Kacpra oraz za przekazanie lalek Barbie oraz pachnącej maskotki Pikmi Pops Wiktorii;
  • Bakoma Sp. z o.o. za przekazanie słodyczy i gadżetów dla Gabrysi, Mileny, Kacpra z Lublina i Wiktorii oraz rodzeństwa Kasi, Marceliny, Nikodema i Wiktorii;
  • Sklepowi bebito.pl za podarowanie gry „Rummikub” dla Weroniki;
  • Firmie Bikeman za udzielenie rabatu na rower dla Marceliny; 
  • FH Boma za podarowanie stroju piłkarskiego dla Bartka;
  • Sklepowi Brykacze.pl za podarowanie zestawu pachnących figurek Num Noms dla Gabrysi;
  • Cartamundi Polska Sp. z o.o. za podarowanie kart kolekcjonerskich oraz najróżniejszych gier i quizów piłkarskich dla Bartka i Nikodema;
  • Centrum Medycznemu Damiana za przekazanie zabawek interaktywnych i edukacyjnych dla Milenki;
  • Coocoo.pl za podarowanie stolika muzycznego Wiktorii;
  • COREX Sp. z o.o. za podarowanie kolorowanek i farb w sztyfcie dla Maksa i Kacpra;
  • Sklepowi DostawaNaJutro.pl za podarowanie wspaniałej huśtawki typu „bocianie gniazdo” dla Maksa i Kacpra;
  • Dumel Marcin Domeracki za podarowanie miękkich klocków dla siostry Wiktorii;
  • Eveline Cosmetics za podarowanie kosmetyków Kasi, Marcelinie i Weronice;
  • EXGAMES S.C. za przekazanie gry na konsolę – „Steep” dla Gabrysi;
  • PHW FENIX za przekazanie książki o tematyce motoryzacyjnej dla Nikodema;
  • Państwu Annie i Ryszardowi Formela za przekazanie kosmetyków Oriflame Kasi, Marcelinie i Weronice ;
  • Fundacji Wawel z Rodziną za przekazanie słodyczy wszystkim naszym marzycielom i ich rodzeństwu;
  • GiftKolekcja.pl za podarowanie długopisów dla Kacpra z Lublina oraz dla rodzeństwa Marceliny;
  • Habys Sp. z o.o. za podarowanie wałka rehabilitacyjnego dla Milenki;
  • Firmie Intex za przekazanie ogromnego basenu rozporowego dla Bartka;
  • Sklepowi Klockowo (Agencja Handlowo-Usługowa Marzena Stroińska) za podarowanie zestawu Lego Technic dla Kacpra z Lublina;
  • Księży Młyn Dom Wydawniczy za podarowanie dwóch książek o tematyce motoryzacyjnej dla Nikodema;
  • Lidl sp. z o.o. sp. k. za ufundowanie słodyczy dla wszystkich naszych marzycieli i ich rodzeństwa;
  • Mattel Poland Sp. z o.o. za podarowanie zabawki-wieży dla Mileny, brata Kasi i siostry Nikodema;
  • Oceanic S.A. za przekazanie delikatnych żeli do mycia Oillan dla Gabrysi, Maksa i Kacpra;
  • Osobom prywatnym, które regularnie wspierają Fantazję za ufundowanie rybek i lalki bobas dla Wiktorii;
  • Quality Packers Sp. z o.o. za podarowanie słodkiego bukietu Weronice;
  • Restauracji Basztowa w Sandomierzu za udzielenie rabatu dla Ady, Maćka i Piotra z rodzinami, wolontariuszek i koordynatorki z fundacji;
  • Rossmann SDP sp. z o.o. za przekazanie tornistra z wyposażeniem dla Gabrysi i Kacpra z Solca;
  • RUCH S.A. za przekazanie gazetek sportowych dla Bartka;
  • Samsung Electronics Polska Sp. z o.o. za przekazanie tabletu dla Nikodema;
  • Trade Center Net za podarowanie gry na konsolę – „Just Dance 2018” dla Gabrysi;
  • Vergood za podarowanie gry na konsolę – „Just Sing” dla Gabrysi;
  • Wszystkim, którzy przekazali 1% swojego podatku dochodowego za 2017 rok za ufundowanie wiszącego fotela ogrodowego, modeli starych samochodów dla Nikodema i maskotki dla jego siostry,  telewizora, maskotki i płyt z piosenkami dla Milenki oraz za  pokrycie kosztów organizacji wyjazdu do ORLIKA dla Ady, Maćka i Piotra i za spełnienie marzenia Piotra o komiksach;
  • Wydawnictwu Edgard za podarowanie quizów karcianych dla Kacpra z Lublina, Gabrysi i Wiktorii oraz obrazków dla jej siostry;
  • Wydawnictwu Prószyński i S-ka za podarowanie książek Kasi i Nikodemowi;
  • Sklepowi wszystkodlakibica.pl za przekazanie stroju piłkarskiego oraz całej góry gadżetów dla Bartka;
  • Sklepowi zdrowapolka.pl (firma RMJ) za podarowanie wałka rehabilitacyjnego dla Milenki;
  • Firmie ZOO KARINA za przekazanie akwarium z szafką oraz pełnym wyposażeniem dla Wiktorii.

Zapraszamy do obejrzenia albumu z wyjazdu tutaj.

DZIĘKUJEMY!

 

Wróć

 

Newsletter

Jesteśmy na

Youtube NK