LXII Podróż Spełnionych Fantazji

W lipcu odbyła się, czwarta w tym roku, Podróż Spełnionych Fantazji. Była to sześćdziesiąta druga Podróż zorganizowana przez Fundację Dziecięca Fantazja, w której uczestniczyli wolontariusze z Kanady. Pierwsze 2 dni spędziliśmy podróżując i zwiedzając, następnie spełniliśmy marzenia 16 podopiecznych z województw: mazowieckiego, zachodniopomorskiego, lubuskiego i kujawsko-pomorskiego. Podróże Spełnionych Fantazji nie odbyłyby się gdyby nie pomoc i zaangażowanie ludzi dobrej woli. Dzięki ogromnemu wsparciu przyjaciół – firm i osób prywatnych - marzenia naszych podopiecznych stały się rzeczywistością. W podróż ruszyliśmy wspaniałym 9-osobowymi busem typu Peugeot Expert użyczonym nieodpłatnie przez wypożyczalnię samochodów Express Rent a Car z Krakowa.

Wielkie serce okazały nam także goszczące nas hotele: hotel Ibis Warszawa Stare Miasto i Holiday Inn Express Warsaw Airport w Warszawie; hotel Mercure Bydgoszcz Sepia w Bydgoszcze; hotel Ibis Szczecin Centrum w Szczecinie, hotel ComfortExpress Świebodzin w Świebodzinie; Novotel Poznań Centrum Hotel w Poznaniu, Zajazd Grodzki w Koninie oraz szereg restauracji, które ugościły nas przepysznymi posiłkami m.in.: Restauracja Vege Miasto, restauracja SECADO, restauracja La Cantina i Kameralna Restauracja w Warszawie; Restauracja Memo w Bydgoszczy; Restauracja Garaż w Suchaniu; restauracja Kuchnia w Starej Drukarni w Świebodzinie oraz Restauracja Ułan Browar w Poznaniu.

Dyrekcja, managerowie i pracownicy wszystkich tych wyjątkowych miejsc, każdego dnia dodawali nam moc energii do spełniania kolejnych fantazji i wnoszenia iskierek radości w serca naszych dzielnych bohaterów, dla których walka z ciężką chorobą to codzienność.

Wolontariuszki: Brooke, Zoe, Jorja i Tori nigdy wcześniej nie były w Polsce, a dla niektórych z nich była to pierwsza wizyta w Europie. Polska bardzo im się spodobała. Dziewczyny chłonęły każdy moment swojej podróży. Miały w sobie mnóstwo entuzjazmu i zaciekawieniem obserwowały wszystko, co się wokół nich działo. Ludzie, architektura, język, zatłoczone ulice czy sklepowe półki z nieznanymi produktami okazały się dla nich nie lada atrakcją! Uderzyły ich różnice kulturowe, które dla nas Polaków są wręcz niedostrzegalne. Były też zachwycone architekturą - nigdy wcześniej nie widziały takiego połączenia różnych stylów. Prawdziwą sensacją okazało się odkrywanie ryneczków mniejszych miejscowości, a także poznawanie lokalnych smakołyków. Dla naszych wolontariuszek wszystko było takie nowe, nieznane i fascynujące, jednak chyba najbardziej urzekły je gościnność i ciepło Polaków. Wielokrotnie spotkały się z wyrazami serdeczności i życzliwości.

Momentem przełomowym w ich podróży były natomiast odwiedziny w domach naszych podopiecznych. Mimo braku znajomości języka polskiego wolontariuszki szybko odkryły inny wymiar porozumiewania się z dziećmi i ich rodzicami - uśmiech, wypełnione ciepłem, współczuciem, ale także ogromnym szacunkiem gesty stanowiły swoisty uniwersalny język. Każda wizyta u chorego odbyła się w bardzo wyjątkowej, wręcz podniosłej atmosferze. Każde dziecko zostało potraktowane indywidualnie, dlatego też nasi podopieczni od razu pokochali Kanadyjki, które swoimi próbami używania polszczyzny zapewniały dużo radości. Bardzo łatwo i szybko łapali też z nimi kontakt. Często odwiedziny wydłużały się ponad zaplanowany czas – dzieci początkowo onieśmielone obecnością obcych osób, szybko się oswajały. Pomimo choroby i bólu marzycieli, momenty, które razem dzieliliśmy, były wypełnione uroczymi uśmiechami, szczerą radością na widok prezentów oraz licznymi wybuchami śmiechu. Dzieci i rodziny były zachwycone wizytą gości zza oceanu i było to dla nich niezwykle ważne, że przyjechali wręcz „z innego świata”, żeby odwiedzić właśnie ich. Fakt, że ktoś chciał poznać te rodziny osobiście, liczył się często najbardziej.

Dzień pierwszy – przyjazd do Warszawy i zwiedzanie Starówki

Od razu po przyjeździe do Warszawy udałyśmy się do wspierającego nas od lat zaprzyjaźnionego hotelu Ibis Warszawa Stare Miasto. Po szybkim odświeżeniu się, głodne pojechałyśmy na wyśmienitą polską ucztę w restauracji Vege Miasto. Najedzone do syta ruszyłyśmy zwiedzać zakamarki Starówki i Nowego Świata. Wieczór wśród urokliwych kamienic starej Warszawy był nie do powtórzenia. Wolontariuszki, mimo zmęczenia, nie chciały wracać do hotelu.

Dzień drugi –zwiedzanie cmentarza wojskowego na Powązkach oraz pakowanie prezentów

Następnego dnia, tuż po śniadaniu, pełne nowych sił pojechałyśmy na warszawskie wojskowe Powązki. Wolontariuszki były niezwykle poruszone wizytą na cmentarzu. To był bardzo dobry moment, żeby opowiedzieć im o tragicznej historii Polski, a zwłaszcza wspomnieć o zbrodni katyńskiej.  Długo chodziłyśmy między mogiłami i w skupieniu każda z nas oddawała się refleksji oraz składała hołd poległym. Następnie wróciłyśmy do centrum miasta, gdzie po przepysznym obiedzie w lokalu „Kameralna Restauracja” udałyśmy się na, jak zawsze wyczekiwane, pakowanie prezentów. Przeznaczyłyśmy na to całe popołudnie i wieczór. Wszystkie Kanadyjki wprost nie mogły się doczekać następnego dnia.

Dzień trzeci –  marzenia Alana, Natalii i Agnieszki

Pierwszym z naszych Marzycieli był 6-letni Alan z Płocka, który cierpi na niezwykle rzadką chorobę genetyczną - niedokrwistość Fanconiego. W lipcu 2012 roku został przeprowadzony przeszczep od dawcy niespokrewnionego. Niestety szpik się nie przyjął, prawdopodobnie z powodu podania zbyt słabej chemioterapii. Zastosowanie silniejszej chemii było jednak niemożliwe, ponieważ chłopiec mógłby tego nie przeżyć. Jakiś czas później odbył się kolejny przeszczep, a obecnie chwilowo wstrzymano leczenie, ponieważ nie udało się założyć Alanowi nowego cewnika. 6-latek często musi być izolowany, aby nie narazić się na jakiekolwiek infekcje. Jego największym marzeniem, poza wyzdrowieniem, była konsola Xbox One i telewizor do pokoiku, na którym mógłby oglądać ulubione bajki.

Alan jest bardzo otwartym, przyjacielskim chłopcem, dlatego kiedy przyjechaliśmy do niego z wizytą w ogóle się nie wstydził i od razu zabrał się za rozpakowywanie prezentów. Na początek dostał niezwykłą pizzę wykonaną z przeróżnych żelków uwielbianych przez dzieci i ręcznie robione lizaki. W kolorowo zapakowanych paczkach kryły się quizy, duża koparka, którą Alan będzie musiał złożyć z pomocą taty oraz wiele gier na Xbox One. Konsola sprawiła, że w oczach chłopca zaświeciły się iskierki, aż cały dygotał z radości. 6-latek to zapalony gracz i marzył o najnowszym modelu xboxa. Kiedy do konsoli dołączył telewizor, chłopiec nie mógł wytrzymać ze szczęścia. Nie wiedział co zrobić najpierw, czy przygotować miejsce na własny telewizor w pokoju, czy podłączać Xbox One do sprzętu w dużym pokoju rodziców. Alan po prostu skakał z radości. Ze swoją 10-letnią siostrą oglądali prezenty. Nikola również dostała upominki, kosmetyki, słodki żelkowy bukiet i kolorowe lizaki.

Wolontariuszki zaczęły bawić się z rodzeństwem. Pograli trochę w rugby kanadyjską mini piłką. Oczywiście, nieodzowne okazały się smartfony, na których Kanadyjki miały aplikacje, dzięki którym całe towarzystwo robiło sobie zabawne selfie. Śmiechu było co niemiara.

Alan, mimo swojej choroby, bólu i ograniczeń, jest też wrażliwy na los innych, nie myśli wyłącznie o sobie. Chłopiec nie wiedział, że dostanie nowa konsolę. Jednak kiedy rodzice powiedzieli mu, że jest chore dziecko, które marzy o xboxie i zapytali, czy Alan nie znudził się już swoim sprzętem, ich syn odpowiedział bez wahania, że nadal uwielbia grać, ale jeśli jest ktoś, kto potrzebuje tej konsoli, to on może ją oddać. I tak 6-latek przekazał swojego Xboxa 360 dla innego chorego dziecka.

Po tej pełnej emocji i wzruszeń wizycie nadszedł czas, aby ruszyć do domu kolejnej Marzycielki.

8-letnia Natalia z Brześcia Kujawskiego tuż po porodzie, z powodu sepsy przez 2 miesiące walczyła o życie. Jej stan był bardzo poważny, doszło do wylewu krwi do mózgu, co poskutkowało szeregiem chorób i powikłań. Lekarze zdiagnozowali mózgowe porażenie dziecięce, padaczkę, zanik nerwu wzrokowego i wiele, wiele innych. Dziś dziewczynka jest leżąca, ma także niesprawne rączki, niedowidzi i nie mówi. Ponadto cierpi z powodu pęcherza neurogennego i kamieni w nerkach. Natalka praktycznie nie widzi, ale reaguje na otoczenie pozostałymi zmysłami. Największą przyjemność sprawia jej huśtanie, dlatego najlepszym prezentem dla niej był podwieszany kosz na stelażu, na którym mogłaby bezpiecznie odpoczywać i czerpać radość z bujania.

8-latka przywitała nas na rękach swojej pięknej mamy. Z dziewczynką kontakt jest bardzo utrudniony. Dla osób, które widzą ją po raz pierwszy, w zasadzie niemożliwy. Jej rodzice starają się odgadywać jej znaki. Przez te klika lat nauczyli się już „czytać” i rozumieć swoją córeczkę.

Wymarzony kosz przywiózł kilka dni wcześniej kurier CAT LC Polska Sp. z o.o.. Został już zainstalowany na stelażu i Natalka zdążyła się do niego przyzwyczaić, polubić, pokochać wręcz.  My też nie przyjechałyśmy z pustymi rękoma. Młode Kanadyjki otwierały kolorowe paczki, z których wyłaniały się coraz to ciekawsze zabawki. Pluszowa małpka i lew, dwie grzechoczące zabawki, interaktywny miś, mięciutki kocyk z Anną i Elsą z dziecięcego hitu „Kraina Lodu” i zestaw drewnianych instrumentów. Nie zabrakło tez czegoś dla małych łasuchów, przywiozłyśmy też żelkową pizzę.

Wszyscy odegraliśmy koncert na nowych instrumentach. Natalka chyba najbardziej polubiła marakasy. Pobujałyśmy dziewczynkę w jej nowym, wspaniałym koszu i poszłyśmy obejrzeć jej pokój. To piękne, różowe królestwo, z wieloma artykułami do rehabilitacji i wspaniałym łóżeczkiem z baldachimem dla prawdziwej księżniczki. Nasza wizyta, prezenty i rozmowy wymęczyły 8-latkę. Dziewczynka była tak wyczerpana, że zasnęła w ramionach taty.

Cieszymy się, że poznaliśmy tę niezwykle kochającą się rodzinę i że mogliśmy sprawić radość Natalce.

Nawet nie zauważyliśmy, kiedy czas wizyty zaczął dobiegać końca. Tego dnia mieliśmy jeszcze odwiedzić 13-letnią Agnieszkę, ale zanim to uczyniliśmy, udaliśmy się na relaksujący spacer po Ciechocinku. Świeże powietrze, termy i uzdrowiskowy charakter tego przepięknego miasteczka dodały nam sił na dalszą część popołudnia.

U naszej kolejnej podopiecznej - Agnieszki z Wólki kilka lat temu zdiagnozowano nowotwór na nerce – guz Wilmsa. Po chemioterapii, guz z całą nerką został usunięty. Ze względu na wysoki stopień złośliwości, dziewczynka przeszła także radioterapię. Obecnie rak jest w remisji, a nastolatka poddawana jest częstym kontrolom. Z powodu wielotorbielowatości drugiej nerki musi być też pod stałą opieką nefrologa.

Jak większość jej rówieśników, Agnieszka ma doskonałe rozeznanie w nowinkach technologicznych i jej największym pragnieniem był telefon dotykowy. Dziewczynka ma też inne zainteresowanie. To, że lubi piłkę nożną, Roberta Lewandowskiego, jest całkiem zrozumiałe po ostatnich sukcesach polskiej reprezentacji. Jednak nastolatka nie tylko jest fanką, ale sama gra w piłkę nożną i trenuje w pobliskim klubie. Dlatego marzyła też  o piłce, halówkach oraz o stroju Roberta Lewandowskiego.

Błądząc nieco po okolicy, w końcu znalazłyśmy gospodarstwo, w którym mieszka Agnieszka z mamą. Duży dom, duże budynki gospodarcze, bardzo duże podwórko. Wszystko czyściutkie, zadbane, wysprzątane. Z takiej polskiej wsi byłyśmy dumne przed młodymi Kanadyjkami. Mama Agnieszki przywitała nas przed domem, a w pokoju czekała nasza marzycielka z dwoma kuzynami, którzy przyjechali do cioci na wakacje. Zaczęłyśmy od dodatkowych prezentów, jak słodka pizza i powerbank. Następnie z kolorowych papierów zaczęły wyłaniać się halówki, torba sportowa nadająca się doskonale na piłkarskie treningi oraz kompletny strój piłkarski z numerem 9 i nazwiskiem Lewandowskiego w idealnym rozmiarze na Agnieszkę. Dziewczynka od razu ubrała się w nowy strój, z trudem wciągnęła profesjonalne piłkarskie getry i była już gotowa do meczu. I to dosłownie, bo kolejna torba skrywała replikę piłki, którą rozgrywano mecze UEFA w sezonie 2016/17.

Chłopcy dostali od wolontariuszek gadżety z Kanady, które to drobiazgi sprawiły im wielką radość. Agnieszka otrzymała ostatni prezent, jakim był plecak. Podziękowała, ale wolontariuszki zaczęły namawiać ją, aby go otworzyła i zobaczyła, jaki jest w środku. Dziewczyny pakując prezenty, ten najważniejszy schowały w plecaku. Agnieszka wyjęła ze środka czapkę z daszkiem i  jeszcze jedną kolorową paczkę. Ostatnią niespodzianką okazał się wspaniały, nowoczesny smartfon. Nastolatka bardzo się ucieszyła. Od razu podłączyła telefon do ładowarki, żeby móc jak najszybciej z niego korzystać.

Jedna z wolontariuszek, Tori, podarowała naszej podopiecznej wyjątkową czapkę z daszkiem podpisaną przez zawodniczki kanadyjskiej drużyny żeńskiej. Druga dziewczyna, Brook, która grała w piłkę przez 9 lat, widząc, że Agnieszka jest gotowa do rozegrania meczu zaprosiła wszystkich na podwórkowe boisko. Wszyscy świetnie się bawili, a Brook pokazała Agnieszce kilka futbolowych trików.

Rozmawiając z mamą naszej marzycielki, dowiedziałyśmy się, jaką jest zaradną i silną kobietą. Sama wychowuje nastolatkę, dba o nią, rehabilituje, zajmuje się dużym domem, setką kur, 4 bykami, niewielka plantacją świerków, warzywniakiem, malinami i polem kukurydzy. I przy tym wszystkim uśmiech nie schodzi jej z twarzy. To mama bohaterka! Cieszymy się, że poznaliśmy tę niezwykle dzielną kobietę i jej wyjątkową córkę, że mogliśmy sprawić im radość.

Po intensywnym dniu pełnym wrażeń zjedliśmy przepyszną kolację w supernowoczesnej restauracji Memo w Bydgoszczy, a następnie udaliśmy się na zasłużony odpoczynek do goszczącego nas Hotelu Mercure Bydgoszcz Sepia.

Dzień czwarty – fantazje Adama, Vanessy i Oskara

Po obowiązkowym śniadaniu rozpoczęliśmy spełnianie marzeń. Naszym pierwszym marzycielem był Adaś.

7-letni Adam z Radolina zaczął chorować jesienią 2015 roku. Leki oraz specjalna dieta nie poprawiały jego stanu, dlatego kiedy pojawił się ogromny obrzęk języka i migdałków, rodzice zawieźli go do szpitala. Okazało się, że chłopca trzeba przewieźć do innej placówki, gdzie po nakłuciu szpiku zdiagnozowano ostrą białaczkę limfoblastyczną. Obecnie 7-latek przyjmuje chemię podtrzymującą.

Adaś, który jest żywym i pełnym energii chłopcem, marzył o hulajnodze na dużych pompowanych kołach, która byłaby wspaniałą formą rozrywki i aktywizacji ruchowej po długim i wyczerpującym leczeniu. 7-latek jest także zafascynowany światem Lego i chciał dostać zestaw gier na Xbox One:  Lego Marvels Avengers po polsku, Lego Worlds, Lego Jurassic World.

Nasz podopieczny mieszka w ślicznym, bardzo starym domku w niewielkiej miejscowości. Przyjechałyśmy do niego w przeddzień urodzin, przywitał nas nieśmiało, w przeciwieństwie do swojego rozbrykanego 4-letniego braciszka, Maćka. Wręczyłyśmy jubilatowi żelkowy tort, równie słodką pizzę, ręcznie robione lizaki i odśpiewałyśmy „Happy Birthday”. Zaskoczony Adaś podziękował i rozpoczęło się wręczanie prezentów. Chłopiec delikatnie otwierał każdą paczkę. Spod kolorowych papierów zaczęły wyłaniać się gry na Xbox One, wyczekane zestawy klocków Lego oraz tor samochodowy Zygzaka McQueen’a. 7-latek nie wiedział, z czego się bardziej cieszyć. Już planował, który zestaw klocków ułoży najpierw. Maciuś również żywiołowo oglądał prezenty brata, ale kiedy dostał własne podarunki, zajął się nimi w pełni. Przeglądał książeczki, bawił maskotką i zamierzał zagrać w kręgle.

Adam jest bardzo aktywnym dzieckiem. Podwórko dzieli ze swoim ciotecznym rodzeństwem, więc ma z kim szaleć na zewnątrz. Piłka, jaką rozgrywane były mecze UEFA w sezonie 2016/17, bardzo go ucieszyła, jednak to rolki i wielkie pudło z hulajnogą na pompowanych, 12” kołach, wywołały największy uśmiech tego dnia. Wolontariuszki próbowały złożyć hulajnogę, ale jednak zabrakło męskich rąk… Hulajnoga musiała poczekać na powrót taty z pracy.

Tymczasem wyszliśmy wszyscy na podwórko i z całą gromadą dzieci Kanadyjki bawiły się piłką, skakały na trampolinie i robiły śmieszne zdjęcia za pomocą zabawnych aplikacji w swoich smartfonach.

Roześmiani i pełni pozytywnej energii ruszyliśmy w dalszą drogę. Czekała już na nas 18-letnia Vanessa ze Strączna, u której kilka lat temu zdiagnozowano nowotwór nosa, nosogardła i zatok przynosowych z przerzutami do węzłów chłonnych. W 2013 r. dziewczyna miała wznowę choroby, w 2015 i 2016 roku kolejne dwie. Obecnie jest w trakcie leczenia i już po raz 4 walczy o życie i zdrowie.

Vanessa marzyła o laptopie, który umożliwi jej kontakt ze światem. Komputer zapewni jej również rozrywkę i ułatwi naukę. Nastolatka ma nauczanie indywidualne w domu, przez co jej kontakt z rówieśnikami jest bardzo ograniczony.

Nawigacja poprowadziła nas do Strączna polną drogą wśród maków, chabrów i innych pięknych polnych kwiatów. Drzwi otworzyła nam zaskoczona dziewczyna. Mama nic jej nie powiedziała o naszej wizycie. Po pierwszym szoku, nastolatka zaprosiła nas do pokoju, gdzie wygodnie rozsiadłyśmy się na kanapie. Mama zaraz przyniosła poczęstunek, ze wspaniałym tortem na czele.

Kanadyjki zaczęły wręczać Vanessie kolorowe torebki, z których obdarowana wyjęła mnóstwo kosmetyków do higieny i do makijażu oraz elegancką torebkę. Bardzo się ucieszyła, bo uwielbia się malować, nagrywa filmiki i wrzuca je do Internetu. Kolejnym hobby Vanessy jest biżuteria. Lubi ją mieć, lubi ją dostawać i lubi ją robić. Sama tworzy cudne zestawy. My przywiozłyśmy jej dużo przepięknych bransoletek i naszyjnik. Nasza podopieczna była bardzo zadowolona, bo będzie teraz miała biżuterię na każdą okazję i do każdego stroju.

Kiedy dziewczyna zobaczyła duże pudełko w kolorowym papierze, nie kryła zdziwienia, że po otrzymaniu tylu podarków, jeszcze coś jest dla niej. Na widok laptopa zaniemówiła. Tak bardzo się ucieszyła, ponieważ w końcu będzie miała na czym obrabiać swoje zdjęcia. Fotografia to jej największa pasja. Jej głównymi modelkami są przyroda, natura, kwiaty i ta sama polna droga, którą jechałyśmy. Na laptopie nastolatka będzie mogła doskonalić swoje zdjęcia. Komputer został podłączony do ładowania, a jedna z wolontariuszek, Jorja, specjalistka od makijażu, przepięknie pomalowała Vanessę. Mama chwaliła się pracami córki i nic w tym dziwnego, bo dziewczyna robi naprawdę niezwykłe fotografie.

Cieszymy się, że poznaliśmy tę niezwykle dzielną rodzinę i wyjątkową marzycielkę. Nadeszła pora na kolejną wizytę, ale wcześniej posililiśmy się we wspaniałej restauracji „Garaż” w Suchaniu. Zupa, którą tam zjedliśmy, była absolutnym mistrzostwem świata! Pełni nowych sił ruszyliśmy dalej…

9-letni Oskar z Mostów pod Szczecinem cierpi na bardzo rzadką chorobę, tzw. „zespół Vater”, który charakteryzuje się skojarzeniem wielu wad wrodzonych. Chłopczyk urodził się m.in. z zarośniętym przełykiem i odbytem. Już w drugiej dobie życia przeszedł operację ratującą życie, a później czekało go jeszcze wiele kolejnych zabiegów. Przez trzy lata żył z kolostomią, ma też usunięty pęcherz i wyłoniony moczowód. Z powodu niewydolności nerek we wrześniu 2016 roku poddany został przeszczepowi. Dodatkowo cierpi na padaczkę i niedoczynność tarczycy.

Przez chorobę 9-latek dużo czasu spędza w szpitalu lub w domu, dlatego marzył o laptopie, który pomógłby mu wypełnić długie samotne godziny.

Oskar mieszka w malutkim mieszkanku z kochającymi rodzicami i pieskiem. Chłopiec jest bardzo radosny i otwarty. Śmiało używał angielskich słówek, nie przejmując się, czy mówi poprawnie, czy nie. Świetnie bawił się od samego początku naszej wizyty. Ucieszył się z samych odwiedzin młodych Kanadyjek, jednak kolorowo zapakowane prezenty również nie uszły jego uwadze. Dziewczynki zaczęły od wręczania Lego, gier planszowych, klocków konstrukcyjnych oraz dużego modelu koparki, który Oskar postanowił złożyć z tatą. Następnie przyszedł czas na wymarzoną hulajnogę ze świecącymi kołami. Chłopczyk piszczał z radości. Od razu zaczął naukę jazdy na nowym sprzęcie, jednak mama stwierdziła, że chyba potrzebna jest większa przestrzeń. Ostatni prezent wywołał okrzyk zdziwienia, niedowierzania, a w zasadzie to na początku Oskar nie mógł złapać powietrza z wrażenia. Tak bardzo ucieszył się na widok laptopa. Komputer został podłączony do ładowania, a 9-latek zaprosił dziewczyny do składania samolotu z klocków Lego.

Cieszymy się, że mogliśmy sprawić radość Oskarowi i jego rodzicom. Ponieważ było już bardzo późno nie zdążyliśmy zwiedzić Szczecina, a zamiast tego zmęczeni po intensywnym dniu, udaliśmy się do goszczącego nas komfortowego hotelu Ibis Szczecin Centrum.

Dzień piąty – fantazje Łukasza, Jakuba oraz Wiktora

Dzień zaczęliśmy od wizyty u 14-letniego Łukasza, który cierpi na chorobę Leśniowskiego-Chrona w bardzo ciężkiej postaci oraz wrodzony niedobór odporności. Większość dzieciństwa spędził w szpitalu – ciągłe zakażenia, niewyobrażalne bóle brzucha, żywienie pozajelitowe oraz przetaczanie ludzkiego białka do krwi, żeby mógł w miarę normalnie funkcjonować. Świat Łukasza jest wypełniony bólem i traumatycznymi przeżyciami. Dodatkowo ma chore nerki i serce oraz osteoporozę. Lekarz chłopca powiedział, że gdyby jego chorobami obdarzyć pięcioro dzieci, to każde z nich byłoby umierające. Trudno znaleźć organ, który jest zdrowy. Pomimo tego nastolatek cały czas chce coś robić dla innych i wypełniać świat dobrymi uczynkami. Kiedy tylko może, jest aktywnym wolontariuszem.

Ponieważ ciągłe wizyty w szpitalu nie ustają, a chłopak tęskni za domem i kolegami, marzył o smartfonie, który byłby wspaniałym źródłem komunikacji oraz dostarczyłby mu moc atrakcji. To pozwoliłoby mu choć na chwilę zapomnieć o szpitalnej rzeczywistości.

Łukasz otworzył nam drzwi radosny, z pięknym uśmiechem na twarzy. Bardzo ucieszył się z wizyty nastolatek z Kanady. Dziewczynki zaczęły wręczanie prezentów od książek. Łukasz uwielbia czytać. Jest wielki fanem kryminałów i nic a nic się nie boi, czytając o różnych morderstwach. Następnie spod kolorowych papierów wyłoniły się quizy i zeszyt z łamigłówkami, które nastolatek też chętnie rozwiązuje. Duża paczka skrywała trójwymiarowe puzzle – opera w Sydney. Chłopiec złożył już kilka tego typu modeli. Mama stwierdziła, że nie ma już więcej miejsca na kolejne puzzle 3D. Nie ma rady, trzeba będzie kupić nową półkę. Wyjątkowy spinner też bardzo ucieszył Łukasza, który jest kolekcjonerem i ma już ponad 20 tych nowych „uspokajaczy”. Power bank również bardzo się przyda zwłaszcza, że z plecaka wyłoniła się jeszcze czapka z daszkiem, a na koniec wspaniały, nowoczesny smartfon. Korzystając ze wszystkich jego możliwości, Łukaszowi na pewno przyda się dodatkowa moc z power banku.

Po obejrzeniu wszystkich prezentów raz jeszcze oraz po poczęstunku, nasz podopieczny razem z dziewczynami wzięli się za układania opery. Niestety, nagle źle się poczuł. Rozbolała go nerka i musiał się położyć. Łukasz bardzo dobrze się bawił, miło spędzał czas i było mu przykro, że choroba przerwała taką zabawę. My również z żalem pożegnałyśmy się z naszym marzycielem. Na nasze przybycie czekało już kolejne dziecko.

12-letni Kuba z Gorzowa Wielkopolskiego urodził się z poważną wadą serca HLHS i żyje tylko z połową serduszka. W swoim życiu przeszedł kilka operacji na otwartym sercu, pierwszą mając 7 dni. W wyniku opieszałości lekarzy, w wieku niespełna pół roku Kubuś doznał mózgowego porażenia dziecięcego. Dwa lata temu ponownie został wyrwany z rąk śmierci. Jednak wtedy konieczna była kolejna operacja, tym razem w Niemczech. Po operacji z komplikacjami okazało się, że to nie koniec. Po miesiącu był kolejny wyjazd, tym razem na wszczepienie rozrusznika. Z uwagi na stan zdrowia i ograniczenia w wychodzeniu na dwór podczas słonecznej pogody oraz na nadwrażliwość słuchową, rodzice chcieli stworzyć synkowi na balkonie oazę zieleni z zadaszeniem. Kuba mieszka na ostatnim piętrze, taras jest duży i bardzo nasłoneczniony, dlatego aby bezpiecznie mógł przebywać na zewnątrz, niezbędna była markiza balkonowa. Pozwoli ona na stworzenie miejsca, gdzie nasz podopieczny będzie mógł bez ryzyka dla zdrowia odpoczywać na powietrzu oraz korzystać z huśtawki do terapii. 12-latek porusza się na wózku inwalidzkim. Z tego powodu ma pewne ograniczenia w przemieszczaniu się i z dostępem do różnych miejsc. Zaaranżowanie odpowiednich warunków na balkonie pozwoli Kubie wyjść z czterech ścian.

Po prawie 10 latach walki z serduszkowymi problemami, rodzice wiedzą jak brutalnie kruche jest życie. Kiedyś walczyli, o to aby ich synek, mimo wady,  był jak rówieśnicy. Teraz walczą by nadal był z nimi, by znaleźć sposób i tchnąć nadzieję w jego gasnące serce. Ich dziecko jest dla nich całym światem.

Dwa dni przed naszą wizytą Kuba z rodzicami wrócili z turnusu rehabilitacyjnego. Następnego dnia do ich domu zawitała ekipa, która zamontowała piękną markizę na balkonie. Odwiedzając naszego podopiecznego, nie mogłyśmy zaskoczyć go tym najważniejszym prezentem, bo został zainstalowany tuż przed naszym przybyciem i wisiał już na tarasie. Jednak i tak wizyta była wspaniała. 3 lata wcześniej Kuba z rodzicami spędził kilka dni w Wiśle na zaproszenie fundacji. Poznał Piotra Żyłę i oglądał na żywo skoki narciarskie. Przedstawicielka fundacji, Asia, z radością spotkała się z chłopcem i jego rodzicami ponownie. Nasz marzyciel wyrósł i zmężniał, z czego bardzo cieszą się jego bliscy.

Poza skokami narciarskimi Kuba wprost uwielbia muzykę. Bardzo się ucieszył, kiedy odpakował CD z piosenkami Zbigniewa Wodeckiego, Perfectu, Bajmu i najnowszą płytę Beaty Kozidrak. Nie wiedział, od której płyty zacząć przesłuchiwanie, ale zdecydował się na Beatę Kozidrak. Od razu zaczął dopytywać tatę, czy pojadą dziś na przejażdżkę. Okazało się, że ze względu na nadwrażliwość słuchową, 12-latkowi najlepiej słucha się muzyki podczas jazdy samochodem. Chłopiec ucieszył się również z quizów i gier planszowych, w które najczęściej i najchętniej gra z babcią. Czapka z daszkiem i mp3 przydadzą się podczas wędrówek po okolicznych lasach.

Mama Kuby poczęstowała nas obiadem. Wszystko było smaczne, a nasze młode wolontariuszki nawet brały dokładki. Z uśmiechami na twarzach pożegnałyśmy się z Kubą i jego przesympatyczną rodziną. Nasz marzyciel, z jednej strony smucił się, że już jedziemy, a z drugiej nie mógł doczekać się przejażdżki samochodem z nowymi piosenkami.

Od mamy wiemy, że teraz, odkąd jest markiza, jej synek niemal całe dnie spędza na tarasie, słucha muzyki, gra z babcią albo szuka w Internecie nawet najdrobniejszych nowinek o skoczkach i skokach narciarskich.

To było wyjątkowe i bardzo potrzebne spotkanie, które na długo pozostanie w pamięci nas wszystkich

Następnym przystankiem w naszej niesamowitej podróży był dom 7-letniego Wiktora. Wiktor z Gorzowa Wielkopolskiego nie ma łatwego życia. Urodził się z przepukliną oponowo-rdzeniową, która sprawiła, że od najmłodszych lat porusza się na wózku inwalidzkim.  Sytuacja rodzinna chłopca również nie jest najlepsza. Tata Wiktora zmarł, w wyniku czego opiekę nad chłopcem i jego siostrą sprawuje jego ukochana mama. Mama, Bohaterka, która robi wszystko, co może, żeby tylko jej synek otrzymał odpowiednie leczenie, rehabilitację, ale także jak najlepsze wykształcenie. 7-latek ma 3 siostry, dwie są dorosłe, a Wiktoria ma 10 lat. Nasz podopieczny dzieli z nią pokój.  Sytuacja mieszkaniowa rodziny jest bardzo skomplikowana i w każdej chwili grozi im eksmisja.  Co więcej, wysokie progi i wilgoć w starej kamienicy nie sprzyjają nikomu z domowników, ale przede wszystkim Wiktorowi.

Chłopiec dużo czasu spędza w domu, nie może po prostu swobodnie wyjść na podwórko. Schody, wysokie progi, czy nierówna podłoga to przeszkody nie do pokonania dla niepełnosprawnego siedmiolatka. Dlatego największym marzeniem Wiktorka był telewizor. Oglądanie ulubionych bajek pozwala mu chociaż na chwilkę oderwać  się od rzeczywistości i sprawia, że przenosi się do krainy fantazji. Wiktor marzył również deskorolce, na której na siedząco będzie mógł poruszać się po pokoju i być niezależny, ponieważ sam może się na nią wspiąć w przeciwieństwie do wózka.

Nasz marzyciel czekał na nasz przyjazd cały dzień. Specjalnie na tą okazje ubrał się w odświętny strój, kamizelkę oraz białą koszulę. Początkowo był nieco oszołomiony obecnością nastolatek, ale bardzo szybko przyzwyczaił się do nieznajomych. Przyniesione podarunki od razu wywołały uśmiech na jego twarzy. Na każdy prezent reagował okrzykiem radości i niedowierzaniem. Ogromne wrażenie zrobiły na nim klocki Lego, które od razu odpakował, ale także deskorolka, którą równie szybko przetestował. Na widok telewizora chłopiec wręcz zaniemówił. Mama miała łzy w oczach, kiedy spoglądała na uradowanego synka.  Wiktor bardzo chciał poćwiczyć angielski, a idealną okazją to tego było wspólne układanie Lego. Wolontariuszki spędziły z nim ponad dwie godziny, bawiąc się, rozmawiając i układając klocki. W międzyczasie mama Wiktora opowiadała o trudnościach, z jakimi musi się borykać jako samotna mama ciężko chorego dziecka. Wizyta była wspaniała, nigdy nie zapomnimy pięknego uśmiechu Wiktora i wdzięczności jego rodziny.

Dzień dobiegał końca, a my korzystając z okazji, zwiedziliśmy trochę Świebodzin, obejrzeliśmy ogromną figurę Jezusa, posililiśmy się przepysznymi pierogami w restauracji „Kuchnia w Starej Drukarni”, a na zakończenie ochłodziliśmy się lodami. Noc spędziliśmy w goszczącym nas, wspaniałym hotelu ComfortExpress w Świebodzinie.

Dzień szósty- fantazje Aleksandry i Adrianny

Kolejny intensywny i pełen emocji dzień rozpoczęliśmy od wizyty u pełnoletniej już Oli ze Świebodzina, która cierpi na zespół Treachera Collinsa – rzadki zespół wad wrodzonych o podłożu genetycznym. Cechami wyróżniającymi ten zespół są wyraźne anomalie twarzy i głowy. Obejmują one głównie: zniekształcone oczy i rozszczep powiek, brak policzków, a także pomniejszenie żuchwy. Charakterystyczny jest niedorozwój uszu. Stwierdza się także rozszczep podniebienia i dysmorfie nosa. Ola przeszła 13 operacji w ciągu 4 lat, a to ciągle nie koniec.

Największym marzeniem dziewczyny był laptop, dzięki któremu będzie mogła rozwijać swoje zainteresowania oraz zawierać znajomości, nie martwiąc o to, jak otoczenie zareaguje na jej wygląd.

Ola czekała na nas z samego rana wraz z rodzicami i wprost nie mogła się doczekać naszej wizyty. Na początku przywitała się ze wszystkimi i podarowała każdemu piękny uśmiech.  Wolontariuszki szybko zachęciły ją do odpakowania prezentów, których było bardzo dużo. Dziewczyna jest zapaloną miłośniczką książek, a także młodą pisarką i znawczynią poprawnej polszczyzny, w tym także ortografii. Nie mogła uwierzyć, ile otrzymała książek. Ta wyjątkowa fanka kryminałów wzbogaciła się przynajmniej o kilkanaście pozycji, których czytanie sprawi jej przyjemność podczas letnich wieczorów.

Na samym końcu nasza marzycielka otworzyła pieczołowicie zapakowaną paczkę, w której znalazł się wymarzony laptop z torbą. Tata Oli wytłumaczył, że ponieważ córka skończyła już edukację, teraz będzie chciała zapisać się na kurs on-line i znaleźć pracę, którą będzie mogła wykonywać w domowym zaciszu. Dziewczyna nie chce wzbudzać swoim wyglądem kontrowersji i rozumie, że takie rozwiązanie jest dla niej najlepsze. Wymarzoną pracą byłby zawód edytora, a bez komputera nie byłoby możliwe rozpoczęcie poszukiwań. Właśnie dlatego tak bardzo ważna i potrzebna była nasza wizyta. Młode Kanadyjki porozmawiały z Olą o książkach, a w między czasie jej mama poczęstowała nas przepysznym, domowym ciastem! Właściwie dwoma ciastami, które upiekła specjalnie na tę okazję. Wspólnie zasiedliśmy do stołu i podzieliliśmy się jeszcze uwagami na temat Polski i Kanady.

Ta wizyta była prawdziwie niezapomniana. Naładowani pozytywną energią ruszyliśmy w dalszą drogę, do naszej kolejnej podopiecznej. Wcześniej mieliśmy jednak okazję zwiedzić Międzyrzecki Rejon Umocniony – system umocnień stworzony przez Niemców w latach 1933-44. Niezwykłe fortyfikacje, największe bunkry w Eurpie, podziemne tunele, rezerwat nietoperzy, a następnie ekstremalna przejażdżka wojskowym pojazdem – to wszystko zrobiło na nas ogromne wrażenie.

Ciągle jeszcze podekscytowani dotarliśmy do domu 11-letniej Ady z miejscowości Pniewy, która cierpi na zespół Retta – neurologiczne zaburzenie rozwoju prowadzące do głębokiej niepełnosprawności psychoruchowej. Na dzień dzisiejszy dziewczynka jest leżąca, z powodu poważnej skoliozy i osteoporozy nie może nawet siadać. Nie mówi, ale próbuje się komunikować na swój własny sposób. Ponadto cierpi na zanik nerwu wzrokowego i ma ataki padaczki.

Dziewczynka prawie nie widzi, ale uwielbia przebywać na dworze. Rodzice marzyli o hamaku z moskitierą, na którym mogłaby komfortowo odpoczywać w bezpiecznej dla niej pozycji leżącej.

Rodzice Ady oraz jej starsza siostra byli w pełni przygotowani na nas przyjazd. Zanim zdążyliśmy się przywitać z całą rodziną oraz nauczycielką, która prowadzi zajęcia z Adą, od razu zaprosili nas do zastawionego stołu. Wolontariuszki zaangażowały się w rozmowę z siostrą naszej podopiecznej, która pięknie mówiła po angielsku oraz w rozpakowywanie prezentów dla 11-latki. Dziewczynka słuchała uważnie, co się wokół niej działo i co pewien czas posyłała w naszą stronę piękny uśmiech.  Zabawki interaktywne, instrumenty muzyczne i pluszaki, które otrzymała, na pewno będą pomocne w zajęciach terapeutycznych. Zanim zabraliśmy się do rozpakowania największego prezentu - huśtawki ogrodowej z moskitierą -  zostaliśmy poczęstowani pysznym posiłkiem z grilla oraz przydomowej wędzarni. Najedzeni i pełni energii ruszyliśmy później do akcji, szybko jednak okazało się, że do pracy potrzeba mężczyzn, dlatego instalację huśtawki zostawiłyśmy właśnie im, a wolontariuszki w międzyczasie wzięły Adę i jej siostrę na spacer. Po prawie godzinnej wyprawie, dziewczyny pojawiły się z powrotem, a montaż był już zakończony, także Ada mogła sama przetestować hamak. Kiedy mama ostrożnie ją położyła, nasza marzycielka na początku była trochę niepewna, ale szybko okazało się, że czuje się bardzo komfortowo i widać było, jak wielką radość sprawia jej bujanie. Dzięki hamakowi będzie teraz mogła przebywać na zewnątrz do woli w bezpiecznym zaciszu swojego ogrodu.

To było niesamowite, pełne ciepła i niespodzianek popołudnie. Takich spotkań nie zapomina się… nigdy. Tego dnia mieliśmy jeszcze okazję zjeść najlepsze na świecie hamburgery w restauracji „Ułan Browar” w Poznaniu. Wolontariuszki stwierdziły, że nie jadły takich nawet w Kanadzie! Ponieważ dzień był bardzo długi i obfitujący w wiele niezwykłych wrażeń wszyscy potrzebowaliśmy chwili odpoczynku i snu. Udaliśmy się więc do goszczącego nas komfortowego hotelu Novotel Poznań Centrum.

Dzień siódmy – fantazje Julii, Wojciecha i Nikodema

Nadszedł przedostatni dzień wizyt u chorych dzieci. Po śniadaniu udaliśmy się prosto do 10-letniej Julii ze Słupcy, która w wieku 3 miesięcy miała wykonany rezonans główki z podejrzeniem guza mózgu. Okazało się, że to nie rak, ale niedotlenienie. Diagnoza dziecięcego porażenia mózgowego została jednak postawiona dopiero po upływie kolejnego roku. Dzięki rehabilitacji dziewczynka zaczęła chodzić, ale niedowidzi.

Marzeniem Julki było łóżko, na którym mogłaby wygodnie i bezpiecznie spać. Komfortowe łóżko było jej bardzo potrzebne, ponieważ choroba nieraz powoduje bolesne skurcze i dziewczynka musi wtedy dużo odpoczywać. Dodatkowo marzyła jej się meblościanka z biurkiem.

Dzień naszych odwiedzin rozpoczęliśmy od wizyty w cukierni, gdzie czekał na Julię zamówiony tort urodzinowy. Nasza podopieczna świętowała, bowiem, tego dnia swoje 10-te urodziny. Kiedy weszliśmy do niej do domu, od razu zaśpiewaliśmy jej słynne „happy birthday”, a później łamaną polszczyzną dumnie „sto lat”. Pierwsze lody od razu zostały przełamane, tym samym dziewczynka została zachęcona do rozpakowania prezentów. Julia w towarzystwie swojej siostry Oli w mig otworzyła paczki i aż nie mogła uwierzyć oczom. Piękna lalka typu Barbie z ponad dziesięcioma strojami na każdą okazję, lalka Bobas, puzzle, zestawy do robienia bransoletek, ale przede wszystkim czerwony zdalnie sterowany samochód był nie lada atrakcją. 10-latka nie mogła oderwać oczu od zabawek. Najważniejsze prezenty czyli meble, zostały przywiezione przez kuriera nas czas. Julia była bardzo szczęśliwa. Jej rodzice również. Zostaliśmy poczęstowani obowiązkowo urodzinowym tortem i trzema rodzajami domowych wypieków. Wszystko było wyborne.  Wolontariuszki pobawiły się jeszcze wspólnie z dziewczynkami, a przedstawicielki fundacji porozmawiały z rodzicami na temat trudów życia codziennego. Mama Juli podziękowała za przysłany wcześniej, bardzo wygodny materac, którym jej córka była zachwycona. Wizyta była wspaniała, a pozytywna energia została z nami jeszcze na długi czas.

Uśmiechnięci i pełni entuzjazmu ruszyliśmy na spotkanie z naszym kolejnym podopiecznym.

13-letni Wojtek z Konina urodził się z zespołem Downa oraz wrodzoną ostrą białaczką szpikową. Pierwszy rok życia spędził w szpitalu, gdzie przeszedł bardzo intensywne leczenie chemioterapią zakończone przeszczepem szpiku kostnego. Wskutek powikłań okołoporodowych, toksyczności leczenia i powikłań z nim związanych doszło do rozwoju mózgowego porażenia dziecięcego, padaczki opornej na leczenie i niedowidzenia. Chłopiec jest dzieckiem głęboko upośledzonym umysłowo.

Wojtuś uwielbia zabawy i odpoczynek na świeżym powietrzu. Wielką frajdę sprawia mu bujanie, dlatego jego największym marzeniem była huśtawka ze stojakiem, typu „bocianie gniazdo”.

Kiedy podjechaliśmy pod dom Wojtka, czekał już na nas ze swoją mamą oraz siostrami i kuzynami. Chłopiec ma dużą rodzinę, także dzieci do zabawy nie brakowało. Wojtek jest bardzo wesołym i sympatycznym nastolatkiem. Pomimo problemów z komunikacją werbalną, nietrudno było się domyślić, jak bardzo cieszył się na widok przyniesionych podarunków. Chłopiec uwielbia wszelkiego rodzaju piłki i bańki mydlane. Takich prezentów było pod dostatkiem. Nie zabrakło również innych zabawek interaktywnych, które także go ucieszyły. Najważniejszą niespodzianką była jednak wymarzona huśtawka, która została dostarczona do domu kilka dni wcześniej. Huśtawka stała już w ogrodzie, a Wojtek wprost uwielbia się na niej bujać.  Później wszyscy razem pograliśmy jeszcze w piłkę, ale ponieważ upał nie odpuszczał, szybko przenieśliśmy się do domu, gdzie czekała na nas prawdziwa uczta. Rodzina przygotowała dla nas przepyszny i zdrowy posiłek, nie zabrakło także słodkości. Przez kolejną godzinę wspólnie rozmawialiśmy o Wojtku, ale także o wolontariuszkach, które opowiadały ciekawostki o Kanadzie. Niezwykle trudno było nam opuścić tę cudowną rodzinę. Nigdy nie zapomnimy wspaniałej atmosfery podczas wizyty, ani przepięknego uśmiechu naszego marzyciela.

Tego dnia czekał na nas jeszcze jeden wyjątkowy chłopiec.

14-letni Nikodem z Brudzewa z powodu niedotlenienia okołoporodowego cierpi na mózgowe porażenie dziecięce oraz epilepsję. Ze swoimi chorobami zmaga się od pierwszych miesięcy życia. Jest pod stałą opieką lekarzy i najróżniejszych specjalistów w Polsce i Czechach. Chłopiec dzięki bardzo intensywnej rehabilitacji zaczął chodzić i mówić, ale nadal wymaga licznych kosztownych zabiegów, ćwiczeń, sprzętu rehabilitacyjnego oraz wyjazdów na turnusy.

Turnusy rehabilitacyjne, wizyty u specjalistów, dojazdy i sprzęt ortopedyczny pochłaniają wszystkie oszczędności rodziny Nikodema. Nie starcza już pieniędzy na spełnienie nawet najdrobniejszych marzeń, np. jak to o laptopie. Komputer i możliwości z nim związane pomogłyby mu choć trochę zbliżyć się do świata zdrowych rówieśników.

Wolontariuszki z Kanady wprawiły nastolatka w małe zakłopotanie, ale Nikodem szybko odnalazł się w nowej sytuacji. Przyznał, że jeszcze nigdy nie miał takich gości. Odpakowywanie prezentów przełamało pierwsze lody. Chłopak, jako zapalony piłkarz i fan piłki nożnej otrzymał koszulkę z numerem Roberta Lewandowskiego oraz wydrukowanym swoim imieniem. Był pod ogromnym wrażeniem. Również piłka wywołała ogromny uśmiech na jego twarzy. Jednak to laptop sprawił mu największą radość. Nikodem był wprost zachwycony, podobnie jak jego brat i dumni rodzice. Wszyscy ucieszyli się na widok tego prezentu. Ponieważ urządzenie wymagało naładowania, a na zewnątrz było bardzo gorąco, szybko zdecydowaliśmy się na spacer do pobliskiego Orlika. Po zaledwie 5 minutach przyjemnego marszu, piłka od razu poszła w ruch i wolontariuszki wraz z Nikodemem i jego bratem zaczęli grę. Zabawy było co niemiara. Co więcej wszyscy byliśmy pod ogromnym wrażeniem umiejętności piłkarskich naszego podopiecznego, a przede wszystkim jego zdolności ruchowych. Nastolatek nigdy nie osiągnąłby takiego poziomu, gdyby nie lata trudnej i intensywnej rehabilitacji. Wszystko dzięki rodzicom, ale także ciężkiej pracy samego chłopca.  Podczas, kiedy bracia grali w piłkę z wolontariuszkami, mama zdążyła podzielić się z nami historią choroby syna oraz jego walki o zdrowie.  Wizyta zakończyła się powrotem do domu, gdzie poczęstowaliśmy się ciastem i wymieniliśmy ostatnie zdania na pożegnanie. Nigdy nie zapomnimy Nikodema i jego wspaniałej rodziny.

Wieczorem mieliśmy przyjemność zjeść wspaniały posiłek w restauracji „Pod Platanem” w Koninie i pozwiedzać miasto, a następnie czekał nas odpoczynek w goszczącym nas hotelu Zajazd Grodzki, znajdującym się praktycznie tuż przy samym rynku.

Dzień ósmy – fantazje Malwiny i Natalii

Nadszedł ostatni dzień wizyt u naszych wspaniałych marzycieli, a wraz z nim moc nowych wrażeń. Ranek rozpoczęliśmy od zwiedzania byłego nazistowskiego obozu zagłady w Chełmnie. Po obejrzeniu wstrząsającego filmu  dokumentalnego, stanowiącego świadectwo tamtych tragicznych wydarzeń oraz wysłuchaniu historii byłego więźnia obozu, udaliśmy się do pobliskiego lasu, w którym w brutalny sposób, przy pomocy gazów wydechowych z samochodów, duszono codziennie przez okres 4 lat tysiące niewinnych ludzi. Dzisiaj znajduje się tam pomnik i tablice informujące o tych strasznych wydarzeniach. Spacerując w tak pięknym miejscu, leśnymi alejkami, można dostrzec zarysy masowych grobów, gdzie chowano więźniów obozu, czasami żywcem… Historia, którą ma do opowiedzenia to miejsce jest szokująca - była to dla młodych wolontariuszek bardzo poruszająca lekcja.  Wszystkim nam zaschło w gardłach, a łzy same cisnęły się do oczu. Trudno nam było powstrzymać emocje

Niełatwo było się otrząsnąć po wizycie w Chełmnie, ale na nasze odwiedziny czekała już Malwina i musieliśmy zrobić, co w naszej mocy, żeby wizyta przebiegła we wspaniałej atmosferze.

17-letnia Malwina z Kutna od 5 lat zmaga się z guzem mózgu. Dwa lata temu wydawało się, że udało się pokonać chorobę, niestety podczas badań kontrolnych zdiagnozowano wznowę. Nastolatka przeszła już kilka operacji wycięcia guza a obecnie przyjmuje chemię podtrzymującą. Jest bardzo słaba. Jakby tego było mało w wyniku ostatniej operacji Malwina straciła możliwość poruszania się oraz ma problemy z mową.

Pasją dziewczyny już od dawna jest fotografia. Malwina nawet zwykłym aparatem potrafi zdziałać cuda, dlatego od wielu lat jej największym marzeniem był aparat z obiektywem do robienia fotografii makro.

Nasza wizyta zaskoczyła nieco nastolatkę i jej mamę, ponieważ pierwszy raz w historii okazało się, że przyjechaliśmy na spotkanie przed czasem. Nic się jednak nie stało, z wyjątkiem tego, że przerwaliśmy paniom popołudniową drzemkę. Wyjaśniły nam, że w nocy przeszła nad ich domem straszna burza i obie nie mogły spać. Malwina bardzo ucieszyła się z naszych odwiedzin i od razu zaprosiła nas do swojego pokoju. Żałowała, że nie ubrała się ładniej, ale dla nas nie miało to żadnego znaczenia. Uśmiech dziewczyny lśnił najmocniej, więc wygląd się nie liczył. Nasza podopieczna jest bardzo słaba i ma problemy z mówieniem, co powoduje w niej dużo frustracji, dlatego staraliśmy się sprawić żeby poczuła się w naszej obecności bardzo komfortowo. Oczywiście najlepszym sposobem na przełamanie lodów był moment odpakowania prezentów. Malwina prawie ze łzami w oczach otwierała kolejne pakunki. Elegancka torba, damskie kosmetyki oraz najważniejszy- obiektyw do zdjęć wywołały u niej niezwykle silną i szczerą radość.  Obdarowana podziękowała wszystkim za przyniesione prezenty słowami, które wywołały wielkie wzruszenie. Przedstawicielom fundacji również zakręciła się łza w oku. Widzieć radość i słyszeć jak dużo znaczy pamięć i wsparcie dla tak wspaniałej i niezwykłej bohaterki było dla nas największą nagrodą. Dziewczyna nie szczędziła nam pięknych słów, które płynęły prosto z jej serca. Długo siedzieliśmy wspólnie rozmawiając z całą rodziną.  To było wyjątkowe i wzruszające spotkanie, które na długo zostanie w naszej pamięci.

Po ciężkim leczeniu Malwina zmieniła się fizycznie i nie akceptuje swojego wyglądu, dlatego prosiła, aby nie zamieszczać w Internecie żadnych jej zdjęć. Szanujemy jej prośbę.

Ostatnią podopieczną na naszej trasie była 16-letnia Natalia z miejscowości Kozłów Biskupi, która choruje od urodzenia. W wyniku niedotlenienia i niedokrwienia w okresie płodowym i okołoporodowym w jej mózgu doszło do uszkodzeń. Ich następstwem jest niepełnosprawność sprzężona ruchowa i intelektualna. Dziewczynka cierpi na czterokończynowe mózgowe porażenie dziecięce, padaczkę, częściowy zanik nerwów wzrokowych oraz upośledzenie umysłowe znacznego stopnia.

Nastolatka ciężko pracuje nad osiągnięciem jak największej samodzielności, jednak w jej życiu obok pracy jest też czas na przyjemności. Największą radość sprawia jej oglądanie bajek i słuchanie muzyki. Jej największym marzeniem był duży płaski telewizor, na którym będzie mogła oglądać programy z ulubionymi bohaterami.

Natalka czekała na naszą wizytę od samego rana, dlatego kiedy tylko weszliśmy, przywitała nas pięknym uśmiechem i okrzykiem radości. Atmosfera spotkania była fantastyczna już od pierwszych minut. Mama towarzyszyła dziewczynce przy każdej czynności, podczas gdy tata dokumentował naszą wizytę robiąc zdjęcia. Wolontariuszki na nic nie czekając, zaczęły podawać Natalce prezenty. Obdarowana potrzebowała nieco pomocy w ich odpakowaniu, na szczęście okazało się, że rwanie papieru to jedno z jej ulubionych zajęć. Nastolatka była zachwycona niespodziankami, a szczególnie wymarzonymi instrumentami muzycznymi. Radości było co niemiara, wspólnie graliśmy i śpiewaliśmy piosenki. Na samym końcu odpakowaliśmy najważniejszy prezent, czyli wymarzony telewizor, na widok którego Natalka cała się rozpromieniła i od razu chciała oglądać bajki. Montaż telewizora zostawiliśmy jednak tacie na później. Rodzice naszej marzycielki zaprosili nas do stołu na przepyszne słodkości i domowe ciasto. Długo siedzieliśmy wspólnie, rozmawiając o trudach, z jakimi borykają się bliscy Natalki oraz o jej małych i wielkich sukcesach. Natalia uważnie słuchała i przyglądała się wolontariuszkom. Ich obecność była dla niej bardzo ważna i interesująca. Niestety każda wizyta musi się kiedyś skończyć, dlatego ze smutkiem na twarzach pożegnaliśmy się z tą przemiłą rodziną, która nie mogła ukryć wzruszenia i wdzięczności z powodu naszych odwiedzin i przyniesionych podarków.

Tego dnia zakończyliśmy wizyty u dzieci. Pełni emocji i cudownych wspomnień udaliśmy się do goszczącego nas hotelu Holiday Inn Express Warsaw Airport w Warszawie.

Podróż Spełnionych Fantazji minęła nam w mgnieniu oka. Po tygodniach emocjonujących przygotowań aż trudno było uwierzyć, że nasza wyprawa to już historia. Każdy dzień wypełniony był zajęciami do późnego wieczora, każde marzenie wyjątkowe, a każdy marzyciel dźwigał inną historię. Wspólnie z rodzinami dzieliliśmy szczęśliwe momenty, pełne uśmiechów i wiary, a także te smutne, wypełnione bólem i obawą o następny dzień. Zdarzały się chwile przygnębienia, zwątpienia i buntu przeciwko okrutnemu losowi naszych podopiecznych. Najważniejsze jest jednak to, że udało nam się zaszczepić w nich odrobinę radości oraz podarować kilka godzin oderwania się od okrutnej rzeczywistości. Spełniliśmy największe marzenia dzieci - to wspaniałe uczucie i to liczyło się dla nas najbardziej. Jednocześnie ważne były nie tylko prezenty, ale także same wizyty młodych ludzi u chorych i ich rodzin. Wolontariuszki w podopiecznych Fundacji zobaczyły nie tylko cierpiące dzieci, lecz także dzieci, które chcą i lubią się bawić, które chcą być po prostu dziećmi i śmiać się w głos, na przekór wszystkiemu. Dorosłym często trudno jest o tym pamiętać, gdyż widzą zrozpaczonych i cierpiących rodziców, którzy robią wszystko, aby pomóc swoim pociechom, a w żaden sposób już nie mogą. Nasza Podróż wypełniona była mieszanymi emocjami; od rozpaczy i bezradności, przez nadzieję i wiarę, aż do radości i zachwytu.

Dziękujemy naszym wolontariuszkom, wszystkim fantastycznym sponsorom oraz ludziom dobrej woli, których tak wielu spotkaliśmy podczas Podróży Spełnionych Fantazji. Dzięki każdemu z Was wnieśliśmy radość w życie dzieci i ich rodzin – DZIĘKUJEMY!

PODZIĘKOWANIA

Bez pomocy firm i osób, które ufundowały marzenia i wsparły nas w organizacji, spełnienie tych pięknych dziecięcych fantazji nie byłoby możliwe. Z całego serca dziękujemy Państwu za wniesienie tak wielkiej radości w życie chorych dzieci i ich rodziców, którzy często ze łzami w oczach patrzyli na szczęście swoich pociech. To także dzięki Wam uśmiech zagościł na dziecięcych buziach i mogły one, choć na chwilę, zapomnieć o trudach dnia codziennego, bólu i leczeniu szpitalnym, a rodzice o rozpaczy i lęku. Spełnienie marzeń i nasza wizyta rozbudziła w nich nadzieje i zagrzała do walki z chorobą o kolejny dzień życia....

Z całego serca dziękujemy następującym firmom i osobom prywatnym, które wsparły nas w organizacji Podróży Spełnionych Fantazji:

  • Hotelom: hotel Ibis Warszawa Stare Miasto i Holiday Inn Express Warsaw Airport w Warszawie; hotel Mercure Bydgoszcz Sepia w Bydgoszczy; hotel Ibis Szczecin Centrum w Szczecinie, hotel ComfortExpress Świebodzin w Świebodzinie; Novotel Poznań Centrum Hotel w Poznaniu, Zajazd Grodzki w Koninie za nieodpłatne ugoszczenie wolontariuszek i koordynatorów podczas spełniania marzeń oraz za przechowanie prezentów dla naszych podopiecznych i udostępnienie miejsca do pakowania;
  • Restauracjom: Restauracja Vege Miasto, restauracja SECADO, restauracja La Cantina i Kameralna Restauracja w Warszawie, Restauracja Memo w Bydgoszczy, Restauracja Garaż w Suchaniu, restauracja Kuchnia w Starej Drukarni w Świebodzinie, Restauracja Pod Platanem w Koninie oraz Restauracja Ułan Browar w Poznaniu za nieodpłatne ugoszczenie wolontariuszy i pracowników fundacji;
  • Wypożyczalni samochodów Express Rent a Car za nieodpłatne wynajęcie 9-osobowego busa;
  • CAT LC Polska Sp. z o.o. za nieodpłatne dostarczenie prezentów do hoteli dla wszystkich Marzycieli;
  • Arena Internet Sp. z o.o.  za przekazanie 2 bransoletek i naszyjnika dla Vanessy;
  • Darczyńcom, którzy przekazali 1% na rzecz naszej fundacji za ufundowanie prezentów dla Natalii;
  • Darczyńcom, którzy za pośrednictwem portalu siepomaga.pl ufundowali konsolę Xbox One z grami dla Alana;
  • Darczyńcom z siepomaga.pl, a wśród nich Partnerom Souvre Int., którzy wpłacili środki na zakup laptopa z torbą dla Vanessy;
  • DECATHLON Bemowo za podarowanie torby sportowej i udzielenie rabatu na zakup halówek dla Agnieszki;
  • e-sport S.C. za udzielenie rabatu na zakup hulajnogi dla Oskara i Adama;
  • EUROCOMM PL Sp. z o.o. za udzielenie rabatu na zakup aparatu z obiektywem dla Malwiny oraz telewizora dla Natalii;
  • FH BOMA za udzielenie rabatu na zakup stroju Lewandowskiego dla Agnieszki oraz koszulki reprezentacji z imieniem dla Nikodema;
  • Firmie Elies Urszula Zwolińska z Warszawy za przekazanie materaca dla Julii;
  • Firmie DostawaNaJutro.pl za podarowanie huśtawki bocianie gniazdo ze stelażem dla Wojtka;
  • Firmie Dumel za podarowanie koparki do samodzielnego składania dla Alana oraz Oskara;
  • Firmie Gofit Sp. z o.o., członkowi Star Club, która wspiera nas regularnymi wpłatami, za ufundowanie telefonu, stroju, halówek i pozostałych prezentów dla Agnieszki oraz hulajnogi, gier na Xbox One i 2 zestawów Lego dla Adama;
  • Firmie HR Kontekst, członkowi Star Club, która wspiera nas regularnymi wpłatami, dziękujemy za ufundowanie telewizora dla Alana oraz smartfonu, puzzli 3D, power banku i spinnera dla Łukasza;
  • Firmie MARMEX MEBLE Słupia za udzielenie rabatu na meble dla Julii;
  • Firmie Ogólnopolska Grupa IT Danuta Walczak dziękujemy za udzielenie rabatu na zakup laptopa i podarowanie torby dla Oli;
  • Firmie Takeda Polska Sp.  z o.o., członkowi Star Club, która wspiera nas regularnymi wpłatami za ufundowanie laptopa dla Oli oraz laptopa z torbą, hulajnogi, klocków Lego i gier planszowych dla Oskara;
  • Grupie SET Sp. z o.o., członkowi Star Club, która wspiera nas regularnymi wpłatami za ufundowanie aparatu z obiektywem makro dla Malwiny oraz telewizora, klocków Lego Ninjago oraz deskorolki dla Wiktorka;
  • Grupie Wydawniczej Foksal Sp. z o.o. za podarowanie książek dla Łukasza;
  • Indywidualnym darczyńcom, którzy dzięki swoim wpłatom ufundowali huśtawkę ogrodową z moskitierą,  oraz instrumenty muzyczne dla Ady;
  • Indywidualnym darczyńcom, klientom marketu OBI w Gorzowie Wielkopolskim, którzy wrzucili pieniądze do puszki w zamian za katalogi Ogród i Remont i tym samym ufundowali markizę, mp3, gry planszowe i płyty z muzyką dla Kuby;
  • Indywidualnym darczyńcom, klientom marketu OBI w Lesznie, którzy wrzucili pieniądze do puszki w zamian za katalogi Ogród i Remont i tym samym ufundowali prezenty dla Wojtka takie, jak zakręcona wieża, kilka zestawów baniek mydlanych, maszynkę do robienia baniek, piłki, balony, CD, kręgle, upominki dla kuzynów;
  • Indywidualnym darczyńcom, klientom marketu OBI w Ostrowie Wielkopolskim, którzy wrzucili drobne pieniądze do puszki w zamian za katalogi Ogród i Remont i tym samym ufundowali łóżko i meblościankę dla Julii;
  • Indywidualnym darczyńcom, klientom marketu OBI w Poznaniu, którzy wrzucili pieniądze do puszki w zamian za katalogi Ogród i Remont i tym samym ufundowali laptopa z torbą i pozostałe prezenty, jak gry na Xbox, gadżety piłkarskie, książki dla Nikodema;
  • Indywidualnym darczyńcom, klientom marketu OBI w Sochaczewie, którzy wrzucili pieniądze do puszki w zamian za katalogi Ogród i Remont i tym samym ufundowali prezenty dla Natalii takie jak: telewizor, drewniane instrumenty muzyczne, zestawy kreatywne, zestawy koralików;
  • Inglot Sp. z o.o. za podarowanie kosmetyków dla Malwiny i Vanessy;
  • LILOU Sp. z o.o.  za przekazanie 2 bransoletek dla Vanessy;
  • Małemu Samorządowi Uczniowskiemu SP 300 w Warszawie oraz wszystkim Uczniom i Rodzicom, którzy zaangażowali się w akcję oraz Pani Ewelinie Michnowskiej za podarowanie książeczek dla Ady i Wiktora; filmów DVD dla Natalii oraz Wojtka; książek i maskotki dla Maćka – brata Adama;
  • Nissan Sales Central & Eastern Europe za podarowanie piłki nożnej dla Agnieszki, Adama oraz Nikodema;
  • QualityPackers Sp. z o.o. za podarowanie słodkich tortów, pizz oraz bukietów dla Agnieszki, Adama, Natalii, Julii i Alana;
  • Panu Tomaszowi Brzyskiemu z firmy Cepelkorb za podarowanie wiszącego kosza dla Natalii;
  • Państwu Annie i Ryszardowi Formela za podarowanie kosmetyków marki Oriflame i torebki dla Vanessy oraz Malwiny i jej siostry Weroniki;
  • Pracownikom Raiffeisen Bank Polska SA za podarowanie mięciutkiego kocyka i książeczek dźwiękowych dla Ady; kosmetyków i książki dla siostry Alana – Nikoli; puzzli, ciastoliny, książki i artykułów plastycznych dla Julii; kosmetyków dla Malwiny i Vanessy; kocyka dla Natalii; zestawów klocków konstrukcyjnych dla Oskara; gry planszowej i klocków Lego dla Wiktora oraz książki, maskotki i kosmetyków do ciała dla jego siostry – Wiktorii; ogromnej dmuchanej piłki dla Wojtka; Lego, toru samochodowego dla Adama i kredek dla brata;
  • PromoExpress za podarowanie plecaków i czapek z daszkiem dla Agnieszki, Nikodema, Łukasza i Kuby;
  • Pyc-Sport za podarowanie rolek dla Adama;
  • Samsung Electronics Polska sp. z .o.o. za podarowanie ręcznie robionych lizaków dla Adama, Alana i Julii;
  • Tubądzin Management Group Sp. z o.o. za podarowanie zegara dla Wojtka;
  • Velab z Gorzowa Wlkp. za udzielenie rabatu na zakup i montaż markizy dla Kuby;
  • VEST-POL, Hornówek za przekazanie rękawic sensorycznych dla Natalii;
  • Wydawnictwu Czarna Owca Sp. z o.o. za podarowanie książek dla Łukasza;
  • Wydawnictwu Edgard za podarowanie quizów dla Alana, Wiktora, Julii, Łukasza oraz Kuby;
  • Wydawnictwu Egmont za podarowanie gier planszowych dla Wiktora oraz dla brata Nikodema, Kacpra;
  • Wydawnictwu HarperCollins Polska Sp. z o.o. za podarowanie książek dla Oli;
  • Wydawnictwu Logi za podarowanie zeszytów z łamigłówkami Logi-Mix dla Łukasza;
  • Wydawnictwu LTW, Dziekanów Leśny  za podarowanie książek dla Oli;
  • Wydawnictwu NASZA KSIĘGARNIA Sp. z o.o. za podarowanie książek dla Łukasza;
  • Wydawnictwu Sonia Draga Sp. z o.o., Katowice za podarowanie książek dla Oli;

YES Biżuteria Sp. z o.o. za przekazanie 6 bransoletek dla Vanessy.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z Podróży tutaj!

 

DZIĘKUJEMY!

Wróć

 

Newsletter

Jesteśmy na

Youtube NK