Marzenie

DSCN0510
Imię dziecka:
Paulina
Wiek:
21
Województwo:
dolnośląskie

Wyjazd do Rzymu FANTAZJA SPEŁNIONA

W upalną majową niedzielę rozpoczęła się magiczna podróż marzeń Pauliny i Julii do Rzymu. Paulina ma 18 lat i mieszka w Lubinie, a 16-letnia Julia w Warszawie. Obie stoczyły ciężką walkę z nowotworem, ale łączyło ich jeszcze coś – wspólne marzenie o wyjeździe do Rzymu i Watykanu.

Paulina przyjechała z mamą do Warszawy już w sobotę. Przenocowały w gościnnym, luksusowym hotelu Courtyard by Marriott przy samym lotnisku. Z Julią i jej mamą oraz opiekunką z fundacji, Asią, poznały się  na lotnisku Chopina w niedzielny poranek.

Na lotnisku w Rzymie czekał na nas Paweł, później już wujek Paweł, ze swoim 18 – letnim synem Michałem. Zawieźli nas do bajkowej miejscowości Bracciano pod Rzymem. Paweł i Gosia, to polskie małżeństwo mieszkające od 16 lat we Włoszech. Ta wspaniała rodzina, nie tylko udostępniła nam mieszkanie, ale oddała swoje serca i otoczyła opieką.

Po przepysznym, wystawnym włoskim obiedzie, Gosia zabrała nas na spacer po Bracciano. Urokliwe wąskie uliczki, schody, kolorowe kwiaty zapierały dech w piersiach. Imponujący zamek i widok na jezioro powstałe w wulkanicznym kraterze odebrały wszystkim mowę. Stromym zejściem dotarłyśmy nad krystalicznie czyste wody jeziora. Nie często ma się okazję zanurzyć stopy w jeziorze wulkanicznym… Paulina i Julia robiły to pierwszy raz. Dziewczyny brodziły po wodzie, spacerowały brzegiem jeziora i nie miały ochoty wracać do domu. Mimo wielkiego zmęczenia Paulina wraz z pozostałymi, dała radę wejść stromą drogą i wróciłyśmy do gościnnego domu. Odpoczęłyśmy i zasnęłyśmy zmęczone emocjonującym dniem.

W poniedziałek pojechałyśmy pociągiem do Watykanu. Znany z telewizji Plac św. Piotra i tak zrobił na wszystkich ogromne wrażenie. Nieopodal, spotkałyśmy się z Panem Jurkiem Sawko, licencjonowanym przewodnikiem turystycznym, który poświęcił nam cały dzień i pokazał to, co trzeba zobaczyć w Rzymie. Zaczęliśmy od  ustawienia się w niespecjalnie długiej kolejce do wejścia do bazyliki św. Piotra. Wykorzystaliśmy czas oczekiwania na poznanie historii budowania bazyliki i placu. Po przejściu przez Święte Drzwi naszym oczom ukazał się najważniejszy i  największy kościół chrześcijan. Jurek opowiedział nam mnóstwo interesujących rzeczy o bazylice, o jej wystroju, elementach, dziełach sztuki. Pokazał istotne rzeźby, grobowce, zmumifikowanych papieży, wspaniałe mozaiki. Dziewczyny i ich mamy zaniemówiły na widok urzekającej Piety Michała Anioła. Obowiązkowo, pogłaskały św. Piotra po stopie J.

Kaplica św. Sebastiana, a tam grobowiec zasłonięty białą marmurową płytą i ta świadomość, że właśnie za nią jest ciało świętego, „naszego” Ojca Świętego, który stał obok Julii i Pauliny podczas całej walki z chorobą. Dziewczynki z mamami wykorzystały dany im czas na rozmowę ze św. Janem Pawłem II. Każda była wzruszona i zadumana, spełniona…

Idąc ulicami Rzymu, cały czas dowiadywałyśmy się czegoś nowego, o architekturze, sztuce, o czasach starożytnych, Średniowieczu i o współczesności. Zobaczyłyśmy zamek św. Anioła, przeszłyśmy mostem z anielskimi figurami na drugi brzeg Tybru. Każda wąska, obrośnięta bluszczem i kwiatami uliczka wywoływała słowa zachwytu i westchnienia. Na Placu Navona zbudowanym na starożytnym stadionie, odpoczęłyśmy chwilę przy fontannie Czterech Rzek, a stamtąd poszliśmy dalej oglądając po drodze Kolumnę Marka Aureliusza. Z powodu trwającej mszy św., tylko zajrzałyśmy do kościoła z relikwiami Ojca Pio, szczególnie bliskiemu rodzinie Pauliny. Zajrzeliśmy do kościoła Matki Boskiej Studziennej po wodę święconą. Nakarmione duchowo, postanowiłyśmy nacieszyć również zmysł smaku. Zjadłyśmy, więc fantastyczne, o niespotykanych smakach włoskie lody. Nie mogłyśmy się nadziwić, jak wychodząc za róg kolejnej uliczki, niespodziewanie pojawia się ogromny plac, z ogromnym, zachwycającym budynkiem. W taki sposób zaskoczył nas Panteon, niesamowita budowla mająca niemal 2 tysiące lat. Świątynia wszystkich bogów, obecnie również pełniąca funkcję kościoła. Mijając Pinokia doszłyśmy do fontanny Di Trevi. Tłum turystów oblegający jej brzegi, nie przeszkodził żadnej z nas, wrzucić do fontanny monetę, żebyśmy jeszcze wróciły do Rzymu.

Po niedługim spacerze, naszym oczom, znowu znienacka, ukazał się wielki, majestatyczny budynek – Ołtarz Ojczyzny na pl. Weneckim. Z wielkim pomnikiem Wiktora Emanuela II, pierwszego króla zjednoczonych Włoch. Po odpoczynku, lunchu i włoskiej kawie, poszliśmy na rzymski Kapitol. Wspięliśmy się na wzgórze długimi schodami i naszym oczom ukazał się plac z posągiem Marka Aureliusza na koniu oraz Pałac Senatorski. Z tarasu za pałacem Jurek objaśniał nam plan Forum Romanum. Mijając hale Trajana dotarliśmy do Koloseum. Nasz przewodnik opowiedział nam historię budowli i o tym, co się działo w tym amfiteatrze prawie 2 tysiąclecia temu. Weszłyśmy do Kolosemu i chodząc po wszystkich piętrach i zakamarkach, starałyśmy wyobrazić sobie starożytne igrzyska. Wszystkie byłyśmy już zmęczone. W końcu chodziłyśmy po Rzymie około 7godzin! Jednak po wyjściu z amfiteatru, Julia z Pauliną nabrały nowej energii i zapragnęły wejść na Forum Romanum. Tam spacerowałyśmy pomiędzy ruinami starożytnych budowli, odpoczywałyśmy siedząc na antycznych kolumnach, czułyśmy się jak Rzymianki z przełomu er J

Zmęczone, ale szczęśliwe i napełnione wiedzą, obrazami, emocjami, wróciłyśmy do Bracciano, gdzie Gosia przygotowała przepyszną włoską kolację. Opowieściom i relacji z dnia pełnego wrażeń, nie było końca.

We wtorek nie musiałyśmy zrywać się z samego rana i dziewczyny mogły zdecydować co chciałyby zobaczyć. Na lunch kupiłyśmy typowo włoską pizzę biancę i małe pizzerinki oraz inne miejscowe wiktuały. Pojechałyśmy do Watykanu i zaczęłyśmy zwiedzanie od Muzeów Watykańskich. Ogromne wrażenie zrobiły na Julii i Paulinie niesamowite freski, mapy, rzeźby. Julia rozpoznała z lekcji polskiego Grupę Laookona, starożytną grecką rzeźbę o nieustalonym pochodzeniu. Dziewczynom najbardziej podobały się rzeźby antyczne i freski Rafaela. Jednak na nas wszystkich największe wrażenie wywarła Kaplica Sykstyńska z freskami Michała Anioła. Usiadłyśmy na ławie i mogłyśmy kontemplować każdą postać, każdą scenę, jaka wyszła spod pędzla artysty. Malowidła zdobiące sufit opowiadają historię ludzkości od stworzenia świata, przez grzech pierworodny aż do biblijnego potopu. Natomiast na ścianie na wprost wejścia przedstawiony jest Sąd Ostateczny. Niezapomniane przeżycie. Trudne do opisania.

Napełnione sztuką przez duże S udałyśmy się na wspinaczkę na kopułę wieńczącą bazylikę. Pojechałyśmy windą na dach bazyliki i stamtąd, dzielnie pokonałyśmy 320 wąskich, stromych i krętych schodów. Wysiłek został wynagrodzony zachwycającym widokiem. Można było zajrzeć w głąb państwa Watykan, podziwiałyśmy wypielęgnowane ogrody, zabudowania i wspaniałą panoramę wiecznego miasta, pomarańczowego Rzymu.

Z kopuły wróciłyśmy do Bazyliki i stamtąd udałyśmy się tym razem pod ziemię, do Grot Watykańskich, gdzie znajdują się grobowce większości papieży, począwszy od św. Piotra na Janie Pawle I kończąc.

Nieco zmęczone, postanowiłyśmy odpocząć jedząc… lody J Tym razem wypróbowałyśmy smaki w jednej z najsłynniejszych rzymskich lodziarni Old Bridge. Zajadałyśmy pyszności na placu Risorgimento i karmiłyśmy gołębie. Następnie doszłyśmy do metra i pojechałyśmy na Plac Hiszpański, gdzie podziwiałyśmy piękną fontannę stojącą u podnóża niezwykłych Schodów Hiszpańskich. Niestety, nie mogłyśmy usiąść na nich, ponieważ tylko wąski fragment jest udostępniony dla ruchu, a reszta jest zasłonięta z powodu prac konserwatorskich. Po krótkim odpoczynku ruszyłyśmy słynną via del Corso na podbój rzymskich sklepów. Prada, Gucci, Dolce&Gabbana, Ferragamo, Cartier, Swarovski, Bulgari, Louis Vuitton, Valentino, Hermes… I tak dotarłyśmy do polskiego kościoła p.w. św. Stanisława. Po co tam przyszłyśmy? W zakrystii czekała na nas koperta z zaproszeniem na środową audiencję generalną. Sprawdziłyśmy na mapce, wyglądało na to, że mamy miejsca w pierwszym sektorze J Byłyśmy podekscytowane.

Przeszłyśmy znaną nam juz drogą, przez pl. Wenecki, obok Forum Romanum, do metra i pojechałyśmy zobaczyć Circus Maximus czyli najstarszy i największy cyrk starożytnego Rzymu, na którym odbywały się m.in. wyścigi rydwanów. Stamtąd poszłyśmy odpocząć w parku różanym na Awentynie. Akurat trwał festiwal róż i mogłyśmy chodzić po trawie i z bliska przyjrzeć się przepięknym kwiatom, powąchać je. W Bracciano byłyśmy około 21-ej i znowu raczyłyśmy się włoską kuchnią i rozmowami w salonie.

We środę musiałyśmy wstać bardzo wcześnie, żeby zdążyć do Watykanu na audiencję z papieżem. Pokazałyśmy nasze zaproszenie ochroniarzowi i pokierował nas do papieskiego gwardzisty. Okrążyłyśmy plac, dotarłyśmy do głównej alei i szwajcarski żołnierz kazał nam iść w stronę bazyliki. Kolejne sprawdzanie zaproszenia i nasz marsz coraz bliżej i bliżej, aż wskazano nam miejsca w specjalnym wydzielonym sektorze dla „wybrańców”. Do których papież podchodzi osobiście i ich błogosławi. To była niesamowita chwila. Julia i Paulina z mamami nie mogły uwierzyć, że będą tak blisko papieża. Po przeczytaniu przypowieści o wdowie i sędzim, papież Franciszek mówił, że zawsze trzeba się modlić i nie ustawać, bo wytrwała modlitwa pozwala doświadczyć Bożego miłosierdzia. Po wszystkich tłumaczeniach i podziękowaniach, papież podszedł do ciężko chorej kobiety i skierował się do pielgrzymów siedzących tym rzędzie, w którym i my siedziałyśmy. Napięcie rosło. Wszystkie słowa, jakie dziewczyny układały w głowach, które chciały przekazać Ojcu Świętemu, wszystko uleciało. Papież Franciszek podchodził do nas po kolei i błogosławił. My mogłyśmy ucałować jego pierścień. Każda otrzymała przepiękny różaniec i pamiątkowy obrazek.

Papież, modlitwa i błogosławieństwo, tyle emocji… Pierwsze łzy popłynęły z oczu mamy Pauliny, a po chwili żadna nie kryła wzruszenia i wszystkie płakałyśmy, ale nie był to smutek, to była nieopisana radość i wzruszenie.

Usiadłyśmy na lunch w watykańskiej kawiarni. Dziewczyny z mamami starały się zapanować nad wielkim wzruszeniem i opanować emocje. Napojone sokami i kawą, wyruszyły na podbój rzymskich sklepów i straganów J

Po obiedzie w Bracciano, wieczorem pojechaliśmy z Gosią, Pawłem i Michałem w okolice Cerveteri i zostawiliśmy Michała na treningu, bo to zapalony futbolista. Paweł zawiózł nas nad morze. Było chłodno, ale to nie przeszkodziło Paulinie na zamoczenie stopy w wodach morza Tyreńskiego i spacer wzdłuż brzegu. Natomiast Julia… Julia zadziwiła WSZYSTKICH włoskich rybaków i spacerowiczów, ponieważ rozebrała się do bikini i wskoczyła w zimne tyreńskie wody. Urządziła sobie prawdziwą morską kąpiel. Z plaży pojechaliśmy na trening Michała. Chłopcy akurat rozgrywali mecz, więc gorąco im kibicowałyśmy. Na kolację pojechaliśmy do lokalnej pizzerii, gdzie zjadłyśmy prawdziwą, genialną włoską pizzę, na niepowtarzalnym cieście. Nie chciało nam się wracać do domu, jednak było już późno.

Ostatniego dnia, po śniadaniu przespacerowałyśmy się po Bracciano. Na koniec zrobiłyśmy jeszcze szybkie zakupy włoskich produktów do Polski i musiałyśmy pożegnać się z niezwykle gościnną i serdeczną rodziną Gosi i Pawła. Żal było odjeżdżać. Nawet odlot samolotu opóźnił się, żeby dziewczyny dłużej cieszyły się rzymskimi wakacjami. W Warszawie Paulina z mamą przenocowały w hotelu Courtyard by Marriott przy samym lotnisku. Pożegnałyśmy się, wyściskałyśmy, obiecałyśmy wymienić zdjęciami, ale nieubłagany czas rozstania musiał nadejść.

Choroba bardzo doświadczyła Julię i Paulinę. Zafundowała im niezwykłą dojrzałość, dorosłość, w wieku, gdy inne dziewczynki lubią wracać do zabaw lalkami. Choroba odebrała dziewczynom bardzo wiele, nie udało jej się jednak zabić w nich pozytywnego spojrzenia na świat, mimo wszystko. Julia i Paulina chcą poznawać nowe, odkrywać, dotykać, smakować. Obie są wierzące. Obie chciały podziękować św. Janowi Pawłowi II, bo to do niego się modliły w najtrudniejszych chwilach. Te kilka dni w Watykanie, w Rzymie, w Bracciano dało im tak wiele. Przeżycia duchowe, kontakt z prawdziwą sztuką, wiekopomne dzieła, starożytne zabytki, ale też wspaniałe nowe smaki, zapachy przypraw i egzotycznych kwiatów, uliczny zgiełk. Urokliwe wąskie uliczki, spokój morskiej wody. Tak wiele bodźców, tak różnorakie emocje, wrażenia. A do tego wszystkiego jeszcze ogromna życzliwość i otwartość wspaniałej polskiej rodziny.

Z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że były to nie tylko rzymskie wakacje, ale podróż życia dla Julii i Pauliny. Te doświadczenia dodały dziewczynom dużo sił. Zdjęcia, wspomnienia, rozmowy, maile, wszystko to pozostanie z nimi na długo, na bardzo długo. Z Julią, Pauliną i z ich mamami.

 

Dziękujemy wszystkim ludziom o wielkich sercach, którzy pomogli nam na realizację marzeń Julii i Pauliny o wyjeździe do Watykanu i Rzymu. W szczególności dziękujemy:

  • Gosi, Pawłowi i Michałowi Kaczmarek za otwarcie przed nami domu i serc;
  • Uczestnikom aukcji charytatywnej, która odbyła się podczas Gali Bankowości i Ubezpieczeń zorganizowanej przez firmę MMC Polska.
  • Grupie Onet.pl organizatorowi konkursu „Gala Twórców 2015 – Blog Roku 2015, Video Roku 2015” oraz wszystkim osobom, które wysyłały SMS-y podczas konkursu;
  • Panu Dariuszowi Rosińskiemu za wsparcie;
  • Hotelowi Courtyard by Marriott za ugoszczenie Pauliny z mamą w swoich ekskluzywnych progach w Warszawie na Okęciu;
  • Panu Jurkowi Sawko za odkrycie przed nami Rzymu za symboliczną cenę.

 Bez Waszej pomocy realizacja fantazji Julii i Pauliny byłaby niemożliwa. DZIĘKUJEMY!

Galeria

  • 001
  • 003
  • DSCN0591.JPG
  • DSCN0594.JPG
  • DSCN0597.JPG
  • DSCN0603.JPG
  • DSCN0622.JPG
  • DSCN0638.JPG
  • DSCN0659.JPG
  • DSCN0700.JPG
  • DSCN0719.JPG
  • DSCN0889.JPG
  • DSCN0922.JPG
 

Newsletter

Sponsorzy

Jesteśmy na

Youtube NK